Zaplątani w bluszczu – kultura społeczna wokół elitarnych uniwersytetów w Stanach Zjednoczonych 

Ilustracja: Ada Biały
Artykuł ukazał się w 20. numerze kwartalnika „Młodzi o Polityce”

Oficjalnie miało chodzić o zwalczanie antysemityzmu na amerykańskich uniwersytetach, co było pokłosiem zeszłorocznych studenckich protestów na rzecz Palestyny. Mimo to, gdy dopiero co zaprzysiężony prezydent Donald Trump podpisywał w styczniu dekret w tej sprawie, wielu obserwatorów wiedziało, że jego rzeczywisty cel ma zupełnie inny charakter, czyli nałożenie zewnętrznej kontroli na uczelnie. Zdaniem środowiska MAGA[1], uniwersytety (szczególnie te znajdujące się w czołówce rankingów) utraciły swoją pierwotną rolę instytucji krzewienia amerykańskich wartości, stając się za to siedliskiem skrajnej lewicy, kulturowego marksizmu oraz zgubnej ideologii woke. Dzięki decyzji prezydenta, administracja federalna miałaby mieć prawo do dokładnego monitorowania działalności pracowników oraz studentów (szczególnie tych z zagranicy), a także wglądu w programy nauczania. W razie „nieposłuszeństwa” skutki dla uniwersytetu mogłyby być wyjątkowo dotkliwe i wiązać się z utratą federalnych dotacji. Ukryty jak dotąd konflikt stopniowo eskalował na przestrzeni kolejnych miesięcy, aby wybuchnąć z pełną siłą w kwietniu, kiedy rektor Uniwersytetu Harvarda potępił działania głowy państwa i nie zgodził się na uległość wobec prezydenckich „zaleceń”, mierząc się z utratą środków z budżetu USA[2]. Choć od tamtej pory spór przybiera na sile, Trump v. Harvard jest jedynie częścią większej układanki, dla której zrozumienia niezbędne jest przyjrzenie się z bliska społecznej kulturze wokół elitarnych amerykańskich uczelni. Dlaczego 47. prezydent uwziął się właśnie na „Ligę Bluszczową”? Skąd te, jak i grupa innych uczelni czerpią tak ogromny prestiż – nie tylko na krajowym podwórku, ale w wymiarze międzynarodowym? I jakie znaczenie ma wolność akademicka dla stabilności politycznej oraz dobrobytu państwa?

Liga Bluszczowa, ale nie tylko

Choć USA mogą poszczycić się ogromem uczelni o rozmaitym profilu, komentatorzy oraz studenci jasno zgadzają się co do tego, że to osiem starszych uniwersytetów (powstałych często jeszcze przed uzyskaniem niepodległości) na północno-wschodnim wybrzeżu kraju uznać należy za najważniejszy wyznacznik prestiżu. Określane mianem „Ligi Bluszczowej” (z ang. Ivy League), instytucje takie jak Harvard, Yale, Princeton, Cornell, czy Columbia[3] stały się na przestrzeni lat fortecami elity intelektualnej kraju i świata, kształcąc przyszłe głowy państwa, szefów rządu, wybitnych naukowców i noblistów, wynalazców, biznesmenów, a także sportowców i artystów. Dla zobrazowania – spośród 47. prezydentów USA, aż 16 ukończyło uczelnię wliczaną do grona Ivies[4]. I chociaż to właśnie ta grupa uczelni zajmuje absolutnie wyjątkowe miejsce w amerykańskim systemie edukacji oraz wyobraźni obywateli, grono Ivies powiększało się na przestrzeni lat. Do „Ligi Bluszczowej” nieoficjalnie dołączały kolejne uniwersytety, takie jak Uniwersytet Stanforda, Uniwersytet w Chicago, czy Massachusetts Institute of Technology (MIT), tworzące grupę tzw. IvyPlus oraz szczycące się równie wysokimi standardami badań naukowych i nauczania. Różnymi wariacjami pierwotnej nazwy określa się również prestiżowe uczelnie kształcące w dziedzinie nauk wyzwolonych, uniwersytety publiczne, dawne uczelnie żeńskie czy dla osób czarnoskórych oraz wybitne uczelnie specjalizujące się w niszowych obszarach. 

Wbrew dość powszechnej opinii, zgodnie z którą rankingi uczelni wyższych mają odzwierciedlać poziom nauczania w danym miejscu, ich zakres jest znacznie szerszy. Analizując trzy najważniejsze i najsilniej kształtujące opinię publiczną rankingi – Listę Szanghajską, Times Higher Education oraz QS Top Universities – wskazać można na główne elementy takiej oceny (choć warto zaznaczyć, że w przypadku każdej z tych list będą się one nieco różnić). Będą to przede wszystkim: poziom cytowań prac naukowych badaczy pracujących na danej uczelni, poziom indeksacji cytowań, reputacja w środowisku akademickim, liczbowy stosunek wykładowców do studentów, międzynarodowa współpraca, czy zakres oddziaływania badań. W przypadku USA prawdopodobnie najważniejszą rolę spełnia lista przygotowywana przez US News, gdzie największą wagę (aż 16% całkowitej oceny) przyznaje się wskaźnikowi ukończenia studiów[5]. Spoglądając na perspektywę globalną, w 2024 roku w grupie 20. najlepiej ocenianych uniwersytetów na świecie, średnio ok. 50-80% (w zależności od rankingu) stanowią instytucje amerykańskie, z czego do pierwszej 10. zawsze zalicza się takie miejsca jak Harvard, MIT, czy Uniwersytet Kalifornijski w Berkeley. Te same uczelnie przodują również w rankingu US News[6], nie tylko zyskując status kluczowych hubówinnowacji naukowych, ale także kojarząc się z niemal nieosiągalną doskonałością. Utrzymanie wysokiej pozycji w świecie nauki wiąże się z ciągłym przekraczaniem granic oraz gotowością i zdolnością do finansowego wsparcia naukowców. Większość z opisywanych instytucji to jednostki prywatne o charakterze non-profit, o prawnym statusie korporacji, utrzymujące się w dużej mierze z ogromnych darowizn na własny fundusz powierniczy (choć pozyskują finansowanie na badania również z dotacji federalnych, międzynarodowych grantów naukowych, czy wpłat prywatnych). Przykładowo, zgodnie z danymi za rok fiskalny 2024, poziom środków funduszu powierniczego Uniwersytetu Harvarda wyniósł 53.2 mld USD[7], dla Uniwersytetu Yale było to 41.4 mld USD, a Princeton – 34.1 mld USD[8].

Wpływ uniwersytetów wykracza zresztą daleko poza postęp naukowy dla samego postępu naukowego, dotykając problematyki bezpieczeństwa narodowego, polityki zagranicznej oraz dobrobytu Stanów Zjednoczonych. W czasach II wojny światowej najważniejsze amerykańskie uniwersytety aktywnie uczestniczyły w wysiłkach wojennych, a odkrycia z dziedziny nauk podstawowych, czy inżynierii znajdowały zastosowanie na froncie. Symbioza administracji rządowej i szkolnictwa wyższego, bazująca na wzajemnych wsparciu finansowym, przy jednoczesnym silnym poszanowaniu wolności akademickiej, pomogła uczynić z USA jedno z najbardziej innowacyjnych państw na świecie i miejsce, gdzie wyznaczane są najnowsze standardy w większości dziedzin nauki[9]. Edukacja wyższa może odgrywać istotną rolę jako element siły miękkiej (z ang. soft power) państwa, szerząc wartości oraz światopogląd zbieżny z celami polityki zagranicznej oraz wizji porządku międzynarodowego. Państwo może tutaj działać poprzez wsparcie dla badań naukowych prowadzonych na uczelniach (np. poprzez dodatkowe środki finansowe, granty, kontrakty rządowe), ale także programy skierowane na zewnątrz i zachęcające osoby z zagranicy do podjęcia studiów lub pracy (w przypadku USA taką rolę spełnia Program Fulbrighta, finansowany przez Departament Stanu)[10]. Warto w tym miejscu zresztą zaznaczyć, że sam termin siły miękkiej został ukuty i spopularyzowany przez politologa z Uniwersytetu Harvarda – profesora Joe’a Nye’a[11]. Pozytywny wizerunek w skali międzynarodowej zachęca każdego roku wielu studentów z różnych stron świata do aplikowania oraz do wyjazdów na studia do USA w nadziei, że dyplom znanej amerykańskiej uczelni będzie preludium dla ich sukcesu zawodowego. A zagraniczni studenci to także realny zysk dla gospodarki USA – jak wskazują dane Bureau of Economic Analysis z 2024 roku, szkolnictwo wyższe stanowiło 10. co do wielkości „produkt eksportowy”, przynosząc dochody rzędu 44 mld USD, ale także tysiące miejsc pracy. Badania wykazują, że obecność kampusu uniwersyteckiego oddziałuje na mniejsze miasta i miejscowości, stając się głównych źródłem dochodu dla wielu mieszkańców[12].

Elitaryzm czy inkluzywność? Trudna relacja amerykańskiego społeczeństwa ze światem akademickim

W swoim tekście dla czasopisma „The Atlantic, David Brooks stawia daleko idącą tezę stwierdzając, że „Liga Bluszczowa”, która w oryginalnym założeniu promować miała ideę merytokracji, w rzeczywistości doprowadziła do utrwalenia (lub nawet pogłębienia) nierówności społecznych[13]. Na przestrzeni dekad niezwykły urok i aura niezwykłości Ivies oraz im podobnych przeniknęły zbiorową świadomość Amerykanów, nie tylko nadając najlepszym uniwersytetom status „ekskluzywnych”, ale zmieniając je z instytucji akademickich w symbol realizacji „amerykańskiego snu”. Dyplom jednej z takich uczelni porównywalny jest nie tylko z sukcesem zawodowym, ale przekroczeniem bariery klasowej i dołączeniem do zamkniętego, elitarnego kręgu osób zamożnych i poważanych oraz decydujących o przyszłości kraju i świata[14]. Ale marzenie to miało okazać się zgubne. Zamiast równości szans amerykańska merytokracja, skupiająca się w nieproporcjonalnym stopniu na inteligencji jako głównym źródle powodzenia (wykorzystywanie ustandaryzowanych formach jej szacowania), doprowadziła do powstania nowej elity, oderwanej od reszty społeczeństwa. Ta separacja „elit” i „całej reszty” wiąże się z kolei z brakiem wzajemnego zrozumienia, a co za tym idzie – niezbędnej empatii, stanowiąc podłoże do polaryzacji i podziałów (na których z kolei żerują politycy populistyczni)[15].

Z krytyką zaprezentowaną przez Brooksa można się zgadzać lub nie. W ramach swoistej (choć raczej nieoficjalnej) odpowiedzi na jego argumentację, opublikowaną w magazynie „Time” przez dwóch profesorów Yale – Jeffrey’a Sonnenfelda i Philipa J. Hanlona – pojawia się próba zarysowania odmiennej wizji. Odnosząc się do głosów zarówno po prawej, jak i lewej stronie politycznego spektrum, autorzy podkreślają negatywny wpływ populistycznej i infantylizowanej retoryki na publiczne zaufanie do szkolnictwa wyższego. Krytycy nie tylko posługują się heurystykami i stereotypami, ale nie doceniają wkładu prestiżowych uczelni w rozwój nauki i technologii, mobilność społeczną (programy stypendialne kierowane do najbardziej potrzebujących), czy kształtowanie krajowych i zagranicznych liderów[16]. W jakikolwiek jednak sposób nie spojrzymy na omawianą problematykę nie da się ukryć, że pomimo wielu pozytywnych zmian na przestrzeni ostatnich lat, wiele strukturalnych wyzwań wciąż się utrzymuje.

Ivies wykreowały powszechny (oraz dość stereotypowy) wizerunek przeciętnego studenta jako reprezentanta klasy średniej wyższej lub wyższej, osobę białą, z reguły z obszaru wschodniego wybrzeża, której rodzice często również uczęszczali na tę samą uczelnię. Na ile ten wizerunek broni się w zderzeniu z oficjalnymi statystykami? Zgodnie z danymi National Bureau of Economic Research z 2023 roku odnoszącymi się do „Ligi Bluszczowej”, aż 1 na 6 studentów pochodzi z rodzin stanowiących najbogatszy 1% społeczeństwa. Osoby zaliczane do tej grupy społecznej mają ponad 30 razy większe szanse na sukces w procesie rekrutacyjnym niż pozostali aplikanci[17]. Badanie przeprowadzone przez inicjatywę „Opportunity Insights z Uniwersytetu Harvarda wskazuje ponadto, że uczelnie wchodzące w skład IvyPlus dwukrotnie chętniej przyjmują osoby pochodzące z rodzin o wysokich dochodach. Wyższa ilość przyjęć studentów z tej grupy społeczne wiąże się ponadto z preferencjami wobec dzieci absolwentów, lepszym wynikom w zakresie „aktywności pozaszkolnych” oraz specjalną ścieżką rekrutacji dla sportowców[18]. Wbrew popularnemu dyskursowi o „ufundowaniu budynku” lub sporym dotacjom jako biletom na studia na najbardziej prestiżowych amerykańskich uczelniach, problem leży raczej w strukturalnych czynnikach wpływających na postępy edukacyjne, a co za tym idzie – szanse na elitarne studia. Dzieci z zamożniejszych środowisk zyskują przewagę w zakresie kapitału kulturowego oraz dostępu do zasobów (prywatne szkoły, indywidualne lekcje, możliwość uczestnictwa w aktywnościach dodatkowych), na które ich rówieśnicy nie mogą sobie pozwolić. Utrzymujący się niski poziom inkluzywności oraz zdecydowana przewaga, jaką osoby z najzamożniejszych rodzin posiadały i wciąż posiadają w procesie rekrutacji na elitarne uczelnie, uderza szczególnie mocno w osoby z mniejszości – etnicznych i rasowych – które przez lata zmagały się z systemową dyskryminacją w USA. Odpowiedzią na rosnące niezadowolenie społeczne oraz historyczne niesprawiedliwości miała być tzw. akcja afirmatywna. Koncepcja ukuta w latach 60., choć nie ograniczała się tylko do studiów, miała być również narzędziem zapewnienia szerszego dostępu do edukacji wyższej dla społeczności wcześniej niemal całkowicie z niej wykluczonych – szczególnie osób czarnoskórych[19]. W praktyce rozwiązanie to miało się wiązać z przyjęciem holistycznego spojrzenia na sytuację poszczególnych aplikantów, za jedno z wielu kryteriów przyjmując rasę takiej osoby. To, co należy tutaj podkreślić to fakt, że uczelnie nie ustalały kwot rasowych, a system miał jedynie pozwolić na ocenę szerszego kontekstu społeczno-ekonomicznego danego aplikanta, nie abstrahując od spełnienia pozostałych wymogów przyjęcia (np. poziom średniej, dodatkowe osiągnięcia, esej rekrutacyjny)[20]. Ponadto wiele z uczelni utworzyło własne plany na rzecz zwiększania różnorodności grona studenckiego, oferując specjalne programy, czy dodatkowe finansowanie i stypendia dla osób z rodzin o niższych dochodach lub mniejszości. Przez dekady akcja afirmatywna wywoływała sporo kontrowersji i krytyki, a gwoździem do jej trumny stało się orzeczenie Sądu Najwyższego w sprawie Students for Fair Admissions v. President and Fellows of Harvard College z 2023 roku. Na jego mocy akcja afirmatywna oparta o pochodzenie rasowe i etniczne została uznana za nielegalną[21]. W tej sytuacji należy sobie jednak zadać pytanie, jak dalece działania te okazały się skuteczne. Zgodnie z całościowymi statystykami przedstawionymi przez „The Guardian”, w latach 1965-2001 odsetek studentów czarnoskórych się podwoił, podobnie wzrosła liczba studentów pochodzenia latynoskiego[22]. Jak się jednak okazuje, sytuacja komplikuje się po spojrzeniu na szczegóły. Dane Departamentu Edukacji z 2021 roku wskazują, że zasięg akcji afirmatywnej był ograniczony, a większość ze studentów czarnoskórych i o pochodzeniu latynoskim trafiało na mniej prestiżowe i mniej selektywne uczelnie (często były to ośrodki bliżej ich miejsca zamieszkania). O ile ich odsetek na najbardziej elitarnych amerykańskich uniwersytetach wzrósł, to zazwyczaj oscylował w okolicach ok. 5% – nieco odmienna sytuacja dotyczyła osób pochodzenia azjatyckiego, które stanowiło średnio ok. 15% ciała studenckiego w tych instytucjach[23]. Szacunki ekspertów po wyroku z 2023 roku wskazują, że w dłuższej perspektywie sytuacja przedstawicieli mniejszości na uniwersytetach może się pogorszyć. Pierwsze dane, zebrane w 2024 roku nie dostarczają jednak decydujących wniosków – o ile w przypadku części uczelni odsetek faktycznie się obniżył, o tyle inne odnotowują odmienną tendencję[24]. Rozwój sytuacji zależeć więc będzie przede wszystkim od strategii i polityk przyjętych indywidualnie przez każdą z instytucji.

Filmy, książki i skandale – jak popkultura i media stworzyły mit amerykańskich uniwersytetów

Niemały wpływ na wizerunek elitarnych amerykańskich uczelni w głowach samych Amerykanów oraz obywateli innych państw, poza rankingami, czy odkryciami naukowymi (które raczej rzadziej docierają do szerokiego grona odbiorców), miała popkultura. Najważniejsze amerykańskie uniwersytety stanowią nie tylko tło dla wielu dzieł literatury, kina, czy telewizji – miejsc, o których fikcyjni bohaterowie marzą, do których aspirują, czy które odwiedzają – ale stają się swego rodzaju indywidualnym bohaterem, roztaczając aurę nieosiągalnego splendoru i prestiżu. Na Yale studiowali Nick Carraway i Tom Buchanan z powieści Wielki Gatsby Francisa Scotta Fitzgeralda. O przyjęcie na Harvard stara się Rory Gilmore z kultowego Gilmore Girls (choć ostatecznie również trafia „tylko” na Yale), a Elle Woods z Legalnej blondynki oficjalnie oświadcza, że chodzi do Harvard Law School, „tak jakby było to trudne”[25]. Te związki mają o wiele szerszy wymiar, niż jedynie niewinne i ciekawe nawiązania, realnie kształtując wyobraźnię odbiorców. Badania wskazują, że sposób prezentowania szkolnictwa wyższego w mediach miał wpływ na to, jak młodzież postrzega college experience i czego może oczekiwać po własnych studiach. Zgodnie z obserwacjami Pauline J. Reynolds, kultura popularna kreuje pewne wizje i archetypy uczelni, prezentując je m.in. jako społeczeństwo w miniaturze (jednocześnie oderwane od wszystkiego wokół), zamkniętą „bańkę”, fundamentalny krok w życiu człowieka, ale też miejsce zaciętej rywalizacji na różnych polach (osobistym, naukowym, sportowym, itp.). Wizje te są z kolei przyswajane przez przyszłych/nowych studentów, którzy oczekują, że ich własne wrażenia odpowiadać będą tym, które widzieli w filmach, czy o których przeczytali[26].

Publicznej percepcji i mitom sprzyja nie tylko kultura popularna, ale realne przestarzałe sposoby funkcjonowania i skandale. Na przestrzeni lat wiele legend narosło w szczególności wokół tzw. legacy admissions, czyli preferencyjnego traktowania potomków absolwentów danej uczelni w ich procesie rekrutacyjnym. Chociaż praktyka ta przynajmniej formalnie odchodzi już w przeszłość, badania potwierdzają, że występuje ona szczególnie w gronie uniwersytetów prywatnych i selekcyjnych. Jak wskazują dane Brookings Institution, jeszcze w 2019 roku 82% prywatnych uniwersytetów, nade wszystko w północno-wschodniej części kraju, praktykowało legacy admissions, choć często starały się je równoważyć z akcją afirmatywną. Aż 56% z najważniejszych i najbardziej selektywnych uniwersytetów praktykowało w polityce przyjęć zarówno legacy admissions, jak i zasady związane z akcją afirmatywną. Jako główne przyczyny utrzymywania formatu podawano takie argumenty jak: zachęcenie absolwentów do przekazywania funduszy na rzecz uczelni, utrzymanie bliskich kontaktów z siecią byłych studentów, czy zaniżanie wskaźnika przyjęć (jeden z elementów reputacji)[27]. W przypadku różnego rodzaju afer, w najnowszej historii szczególnie głośnym echem odbił się skandal Varsity Blues, związany z wykryciem w 2019 roku spisku mającego na celu umożliwienie dzieciom zamożnych rodziców naukę na elitarnych uczelniach, poprzez zastosowanie łapówek i różnych form oszustwa. Jak wykazało śledztwo Departamentu Sprawiedliwości, w ramach zmowy, za którą miał stać William Singer, przekupywano administratorów egzaminów SAT i ACT (obowiązkowych w rekrutacji na większość uczelni), czy fałszowano przeszłość części kandydatów jako sportowców. Środki trafiały na konto fundacji Singera, która w teorii miała pomagać licealistom w przygotowaniach do studiów, a w istocie służyła do finansowania całej akcji. Dzięki spiskowi na takie uczelnie jak Stanford, Yale, czy Georgetown dostawały się m.in. dzieci celebrytów – najgłośniejszy był prawdopodobnie przypadek córek aktorki Felicity Huffman[28].

 Uniwersytecka gorączka

Każdego roku w okolicach maja, media społecznościowe i serwis YouTube zalewają treści związane z rekrutacją na studia wyższe. Właśnie wtedy większość amerykańskich licealistów otrzymuje ostateczną odpowiedź na fundamentalne pytanie – Czy dostanę się na swój wymarzony uniwersytet?. Wśród tysięcy zdjęć i filmików znaleźć możemy reakcje na odczytywanie maila/listu z wynikiem rekrutacji, porady jak uporać się z „porażką” i odrzuceniem przez „Ligę Bluszczową”, czy idealnie dobrane kolaże, uchwytujące wizualną estetykę danego uniwersytetu. Na Instagramie i TikToku znajdziemy ponadto aktywne grono „uczelnianych influencerów”, pokazujących ich codzienne życie uniwersyteckie, a także dających porady odnośnie tego, jak dostać się na studia do wybranej instytucji. Niektórzy tego rodzaju „doradztwa” udzielają odpłatnie, sprzedając własne kursy, podręczniki ze wskazówkami oraz materiały pomagające w przygotowaniach do egzaminów i rozmów kwalifikacyjnych.

Aby dostać się na jeden z elitarnych uniwersytetów w USA, należy spełnić co najmniej kilka wymogów. Przede wszystkim istotny będzie wysoki poziom średniej ocen (GPA), jako dowód systematyczności i przyswojenia materiału z liceum. Następnie, większość uniwersytetów wymagać będzie od kandydatów wyników testów standaryzowanych (SAT lub ACT), mających sprawdzać ich zdolności krytycznego i logicznego myślenia, spostrzegawczość, czy czytanie ze zrozumieniem[29]. Koniecznym będzie także przedstawienie swojego rodzaju listu motywacyjnego/osobistego eseju (z ang. personal statement – czasem wymagane jest kilka esejów), w którym kandydat opisze swoją motywację do podjęcia studiów, dotychczasowe osiągnięcia oraz ich znaczenie. Finalnie, na korzyść działać będą również dowody zaangażowania pozaszkolnego (np. kółka zainteresowań, wolontariat, aktywność sportowa, itp.). Szczęśliwcy, którym uda się zaimponować rekruterom, zostają zaproszeni na rozmowę kwalifikacyjną. Jeśli i ta pójdzie dobrze, można liczyć na przyjęcie na studia, choć progi są wysokie, a imponujący profil nie zawsze będzie równoznaczny z listem akceptacyjnym. Każdego roku uczelnie takie jak Harvard, Stanford, czy Columbia otrzymują tysiące zgłoszeń z całego świata, a poziom przyjęć jest wyjątkowo niski – w ostatnich latach waha się w granicach ok. 3%, do maksymalnie 10%[30]. Choć proces rekrutacji na elitarne uczelnie zawsze wiązał się ze specyficznym decorum i własną subkulturą, przyglądając się „uniwersyteckiej gorączce” w ostatnich latach można odnieść wrażenie, że emocje osiągnęły punkt krytyczny. Elitarne uczelnie przyjmują coraz mniej kandydatów (choć samych zgłoszeń przybywa), a niejasność w zakresie finansowania, czy systemu wczesnych decyzji powoduje, że wielu przyszłych studentów albo boi się podjąć ryzyko, albo premiuje osoby zamożniejsze (mogące sobie pozwolić na brak natychmiastowej wiedzy co do wsparcia pieniężnego). Skutek manipulacyjnych i nieprzejrzystych praktyk wydaje się jasny – zyskują na nim przede wszystkim najlepiej sytuowani kandydaci[31]. Swoją rolę w całym zamęcie odgrywają również media społecznościowe. W wielu przypadkach przekaz jest prosty i brutalny – odrzucenie przez najlepsze uczelnie w kraju (szczególnie przez te wchodzące w skład „Ligi Bluszczowej”) porównać można z życiową porażką oraz znak, że nie ma już prawie żadnej szansy na osiągnięcie realnego sukcesu. Chociaż dyplom topowego uniwersytetu nie musi gwarantować powodzenia w życiu zawodowym, dane „Opportunity Insights” wskazują, że może on potroić szanse absolwenta na zatrudnienie w najbardziej prestiżowych przedsiębiorstwach, bądź uzyskania poziomu zarobków, pozycjonującego go wśród najbogatszego 1%[32].

W takiej atmosferze edukacja staje się czymś więcej, niż pogonią za wiedzą – przeradza się w markę oraz produkt. Dostęp do niej jest możliwy, ale – jeśli nie ma się tego, co ma „ten 1%” – staje się walką z samym sobą, ciężką i mozolną pracą. I choć sam kult zaangażowania i ciężkiej pracy ma w sobie wiele zalet – pokazuje wytrwałość, odporność i gotowość do poświęceń – to w takich warunkach zmienia się w kult estetycznej „harówki”. Media społecznościowe wypełniają zdjęcia i krótkie filmiki z poradami, jak wstawać o 4 rano, jak spać jak najkrócej, w jaki sposób poświęcić ¾ swojego dnia na naukę. Lub odwrotnie – jak nie robić nic, a i tak mieć wszystko gotowe. Wśród porad radzenia sobie z życiem uniwersyteckim pojawia się też o wiele bardziej niepokojące zjawisko, żerujące na niepewności osób z ambicjami sięgającymi najlepszych uczelni – doradztwo, oferowane często nie przez doświadczonych pracowników uczelni, ale samych studentów. W wielu przypadkach takie porady wiążą się niestety z wysokimi kosztami gwarantujących dostęp do autorskich kursów, podręczników, czy „ściąg”. To, czego w tym jednak brakuje, to kontrola doświadczonej osoby, która uświadomi spanikowanym licealistom, że rekrutacja na studia to nie wyznacznik czyjejś wartości, nie dążenie do stania się „elitą”, ale proces, który powinien wynikać z własnej pasji i chęci do pogłębiania i poszukiwania wiedzy.

Uniwersytety a wojny kulturowe skrajnej prawicy

Gdy prezydent Trump zaprezentował swoje wymagania na rzecz zwalczania antysemityzmuuniwersytetom, ich reakcje były podzielone. Uniwersytet Columbia w Nowym Jorku zgodził się przystać na nowe zasady administracji, zachowując przy tym federalne granty. Harvard początkowo również przystał na część z oczekiwań, m.in. uruchamiając specjalną grupę do walki z antysemityzmem, czy zwalniając dotychczasowy zarząd Centrum Studiów Bliskowschodnich. Jednakże gdy wymagania ze strony prezydenta jedynie się zwiększały i zakrawały o rzeczywiste odebranie uczelni autonomii decydowania, w kwietniu rektor Alan Garber postanowił wyrazić sprzeciw. Jak wskazał Garber, Żaden rząd – niezależnie od tego, która partia jest aktualnie przy władzy – nie powinien decydować o sposobach nauczania na prywatnym uniwersytecie. Deklaracja uruchomiła serię ataków ze strony administracji i Republikanów, pozew do Sądu Najwyższego, ale także płynące z całego świata wyrazy poparcia dla uniwersytetu[33]. „Wojna” Trumpa z Harvardem jest nie tylko jednym z elementów jego nowej strategii politycznej, ale jest w stanie powiedzieć nam więcej o problemie, z którym boryka się amerykańskie społeczeństwo – tzw. wojnie kulturowej.

Samo pojęcie „wojny kulturowej” odnosi się do konfliktu pomiędzy grupami społecznymi o dominację wyznawanych przez nich wartości, przekonań, lub najważniejszych praktyk. Współcześnie termin szczególnie często wykorzystuje się mówiąc o społecznej polaryzacji i zaciętej debacie politycznej w takich sprawach jak wielokulturowość, homoseksualizm, aborcja, czy elity[34]. Skupiając się stricte na przypadku amerykańskich uczelni wyższych, problematykę zazwyczaj odnosi się do dyskusji wokół upolitycznienia ich działalności, a także promowania idei progresywnych, lewicowych, czy perspektywy postmodernistycznej w badaniach. Choć spór trwa już od dłuższego czasu, doszło do jego poważnego zaostrzenia w minionym roku, na fali studenckich protestów przeciwko wojnie między Izraelem a Hamasem. Studenci najważniejszych amerykańskich uczelni przez tygodnie okupowali kampusy, podkreślając swoje poparcie dla Palestyńczyków i sprzeciwiając się działaniom izraelskiej armii w Gazie. Oliwy do ognia dolewały aspekty związane ze wsparciem różnorodności (widoczność osób innych niż biały kolorów skóry, o różnej tożsamości seksualnej), a także popularyzacji badań nad wzorcami uprzedzeń społecznych, w postaci teorii krytycznych[35]. Należy uznać, że część obaw była zasadna – późniejsze badania wykazały, że niektórzy z protestujących odwoływali się do silnie antysemickiej retoryki, a studenci pochodzenia żydowskiego mogli czuć rzeczywiste zagrożenie w miejscu, które powinno być bezpieczne dla każdego[36]. W wyniku kontrowersji i wzmożonej debaty, a także fali krytyki oraz politycznej presji, rektorki dwóch kluczowych uniwersytetów – Harvarda oraz Uniwersytetu Pensylwania – zdecydowały o rezygnacji. Zdaniem środowisk konserwatywnych, rozwiązaniem dla aktualnej sytuacji powinno być przywrócenie kontroli nad sytuacją na uczelniach – przede wszystkim w zakresie ograniczenia zmian o charakterze liberalnym. Głośna krytyka, opierająca się na oskarżeniach o rozprzestrzenianie „marksizmu”, czy „ideologii woke”, powinna być jednak odczytywana w ramach szerszych procesów społecznych. Dla ich wyjaśnienia można oprzeć się o perspektywę tzw. reakcji kulturowej, związanej z szybkimi i radykalnymi zmianami, które dotknęły zachodnie społeczeństwa w wyniku procesów globalizacyjnych. Rozprzestrzenienie się myśli postmodernistycznej oraz wartości postmaterialistycznych, których centrami często stawały się ośrodki akademickie, spotkała się z poczuciem niepewności oraz utratą „fundamentów” oraz wrogą reakcją środowisk tradycjonalistycznych[37]. Sytuacja ta stanowiła również jeden z czynników wpływających na rosnące poparcie dla populistycznej prawicy oraz rosnących podziałów społecznych. Jakkolwiek nie spojrzymy na obecny konflikt, faktem jest niestety to, że na przestrzeni ostatnich lat zaufanie do ośrodków akademickich spada. O powadze problemu świadczyć może badanie wykonane przez Instytut Gallupa w 2024 roku. Wykazało ono, że Amerykanie niezależnie od przynależności politycznej, wykazują obawy o rosnące upolitycznienie edukacji wyższej (tendencja ta jest jednak bardziej zauważalna wśród Republikanów)[38].

Wnioski

Dziedzictwo elitarnych amerykańskich uniwersytetów wydaje się mieszane. Z jednej strony były, nadal są i prawdopodobnie będą również w przyszłości instytucjami spotkań i współpracy najwybitniejszych umysłów USA i świata, miejscem narodzin innowacji oraz wielkich idei. Z drugiej, na przestrzeni lat ich schemat funkcjonowania doprowadził do wykształcenia niezdrowej i na wielu poziomach szkodliwej kultury fałszywej merytokracji, elitaryzmu oraz społecznych podziałów. Obecne decyzje Donalda Trumpa nie są przypadkowe – zarówno prezydent, jak i jego najbliżsi współpracownicy zdają sobie sprawę z trudnej relacji amerykańskiego społeczeństwa i elitarnych uniwersytetów. Relacji łączącej podziw, nasyconą popkulturą fascynację, z uczuciem niesprawiedliwości, „oderwania” od problemów zwykłych Amerykanów, czy nawet resentymentu.

Niezależnie jak jednak spojrzymy na aktualny spór polityczno-społeczny w USA, jego konsekwencje sięgają znacznie dalej niż polityczne kłótnie, ale dotykają fundamentu trwałości systemu demokratycznego. Wolność akademicka jest nie tylko czynnikiem niezbędnym dla rzetelności badań naukowych oraz wiążącego się z nimi postępu, ale stanowi element wstępny dla zdrowego, stabilnego społeczeństwa i właściwego funkcjonowania państwa. Wolność akademicka to wolność konstruktywnej krytyki, wolność idei oraz uszanowanie dla różnorodności myśli i doświadczeń, niezbędnych w każdej demokracji liberalnej. Atak na uniwersytety jest również atakiem na amerykańską przyszłość – zdolności „przyciągania” najbystrzejszych umysłów świata, szerzenia wartości, realizacji celów polityki zagranicznej, czy nawet utrzymania konkurencyjności oraz bezpieczeństwa państwa.

Problem sporu obecnej administracji w Białym Domu z elitarnymi uniwersytetami może stanowić również wstęp dla zmian w obrębie samych uczelni. Wszak reakcja polityczna i społeczna nie jest przypadkowa, ale stanowi swojego rodzaju odpowiedź na lata niesprawiedliwych praktyk oraz niezdolności (lub niechęci) do dostosowania się do zmieniających się wymagań i oczekiwań. Prawdziwa wolność akademicka nie może istnieć bez różnorodności opinii, możliwości każdego do zabrania głosu i wniesienia swojego własnego doświadczenia w szerszą debatę. Spójne i zdrowe społeczeństwo oraz wrażliwe na jego potrzeby grono eksperckie nie zrealizuje się, jeśli najwyższej jakości wiedza i szanse na jej poszerzanie pozostaną niedostępne dla większości. Część komentatorów entuzjastycznie zareagowała na deklarację Uniwersytetu Harvarda, o zniesieniu czesnego dla studentów, których rodziny zarabiają poniżej 200 tys. USD rocznie[39]. Choć zdecydowanie jest to pozytywna wiadomość, trudno ocenić, w jakim kierunku rozwinie się sytuacja. I czy same uczelnie, a także spętane bluszczem amerykańskie społeczeństwo, będą w stanie wykonać kolejny krok dla nowej jakości debaty (wokół)akademickiej.

[1] Skrót pochodzi od słynnego hasła Donalda Trumpa, z którym startował w wyborach prezydenckich jeszcze w 2016 roku – Make America Great Again („Uczynić Amerykę ponownie wielką”).

[2] A. Rose, Attacks on Harvard by Trumo administration have built for months. A timeline of the dispute, CNN, https://edition.cnn.com/2025/04/26/us/harvard-university-trump-timeline/index.html [dostęp: 04.05.2025].

[3] Do grona Ligi Bluszczowej zalicza się oficjalnie osiem prywatnych szkół w rejonie północno-wschodniego wybrzeża USA. Poza już wymienionymi są to także Uniwersytet Pensylvanii, Dartmouth College i Uniwersytet Browna. Warto wskazać, że samo określenie wywodzi się od tradycyjnej sportowej rywalizacji tych uczelni, nie ich profilu naukowego. Więcej informacji – zob.: Ivy League Schools, U.S. News: A World Report on Education, [online:] https://www.usnews.com/education/best-colleges/ivy-league-schools [dostęp: 04.05.2025]

[4] G. Elliott, What Makes a School ‘Ivy League’?, Church Hill Classics, [online:] https://www.diplomaframe.com/chc-blog/what-makes-a-school-ivy-league/?srsltid=AfmBOoqOmtlsNJQw746_5sAchJ1mRhJwoi8xXxgD31tPhIbmBH6cAK0E [dostęp: 04.05.2025].

[5] Dane oparte na najnowszej metodologii, którą stosowali twórcy wskazanych rankingów w 2024 i 2025 roku. Na podstawie: ShanghaiRanking’s Academic Ranking of World Universities Methodology 2024, Shanghai Ranking, [online:] https://www.shanghairanking.com/methodology/arwu/2024; World University Ranking Methodologies Compared, QS Top Universities, [online:] https://www.topuniversities.com/university-rankings-articles/world-university-rankings/world-university-ranking-methodologies-compared; THE World University Rankings – Methodology 2025, Times Higher Education, [online:] https://www.timeshighereducation.com/sites/default/files/breaking_news_files/the_2025_world_university_rankings_methodology.pdf [dostęp: 06.05.2025].

[6] Best National University Rankings, US News, [online:] https://www.usnews.com/best-colleges/rankings/national-universities?_sort=rank&_sortDirection=asc [dostęp: ].

[7] Endowment, Harvard University, [online:] https://www.harvard.edu/about/endowment/ [dostęp: ].

[8] J. Bonette, Princeton’s Endowment Up in 2024, but 3,9% Return Lags Behind Peers, Princeton Alumni Weekly, [online:] https://paw.princeton.edu/article/princetons-endowment-2024-39-return-lags-behind-peers [dostęp: 06.05.2025].

[9] A. Kreps, An Attack on America’s Universities I san Attack on American Power, Foreign Affairs, [online:] https://www.foreignaffairs.com/united-states/attack-americas-universities-attack-american-power [dostęp: 06.05.2025].

[10] G.M. Gallarotti, Pedagogical offensives: soft power, higher education and foreign policy, „Journal of Political Power” 2022, vol. 15, no. 3, pp. 499-500, 506-508.

[11] J. Nye, Professor Joe Nye coined the term ‘soft power’. He says America’s is in decline under Trump, Harvard Kennedy School, [online:] https://www.hks.harvard.edu/faculty-research/policycast/professor-joe-nye-coined-term-soft-power-he-says-americas-decline-under [dostęp: 06.05.2025].

[12] B. Sherman, International students infuse tens of millions of dollars into local economies across the US. What happens if they stay home?, The Conversation, [online:] https://theconversation.com/international-students-infuse-tens-of-millions-of-dollars-into-local-economies-across-the-us-what-happens-if-they-stay-home-254539 [dostęp: 06.05.2025].

[13] D. Brooks, How the Ivy League Broke America. The meritocracy isn’t working. We need something new, The Atlantic, [online:] https://www.theatlantic.com/magazine/archive/2024/12/meritocracy-college-admissions-social-economic-segregation/680392/ [dostęp: 06.05.2025].

[14] C. Dunson, Schooling and Status, The Politic, [online:] https://thepolitic.org/schooling-and-status/ [dostęp: 06.05.2025].

[15] D. Brooks, op. cit.

[16] J. Sonnenfeld, P.J. Hanlon, What Critics Get Wrong About the Ivy League, Time, [online: 06.05.2025] https://time.com/7203960/what-critics-get-wrong-about-the-ivy-league/ [dostęp: 06.05.2025].

[17] A. Bhatia et al., Study of Elite College Admissions Data Suggests Being Very Rich Is Its Own Qualification, The New York Times, [online:] https://www.nytimes.com/interactive/2023/07/24/upshot/ivy-league-elite-college-admissions.html [dostęp: 06.05.2025].

[18] R. Chetty et al., Diversifying Society’s Leaders? The Determinants and Consequences of Admission to Highly Selective Colleges, Opportunity Insights, [online:] https://opportunityinsights.org/wp-content/uploads/2023/07/CollegeAdmissions_Nontech.pdf [dostęp: 06.05.2025].

[19] E. Rios, What was affirmative action designed to – and what ha sit achieved?, The Guardian, [online:] https://www.theguardian.com/law/2023/jun/22/what-is-affirmative-action-supreme-court-explainer [dostęp: 06.05.2025].

[20] S. Wood, What the Supreme Court’s Affirmative Action Ban Means for College Admissions, U.S. News, [online:] https://www.usnews.com/education/best-colleges/applying/articles/how-does-affirmative-action-affect-college-admissions [dostęp: 06.05.2025].

[21] Ibidem.

[22] E. Rios, op. cit.

[23] R. Arum, M.L. Stevens, For Most College Students, Affirmative Action Was Never Enough, The New York Times, [online:] https://www.nytimes.com/interactive/2023/07/03/opinion/for-most-college-students-affirmative-action-was-not-enough.html [dostęp: 06.05.2025].

[24] L. Knox, An Early Look at Diversity Post-Affirmative-Action, Inside Higher Ed, [online: 06.05.2025] https://www.insidehighered.com/news/admissions/traditional-age/2024/09/06/early-look-racial-diversity-post-affirmative-action [dostęp: 06.05.2025].

[25]E. Bloom, Where Pop Culture Goes to College, Medium, [online:] https://medium.com/the-billfold/where-pop-culture-goes-to-college-9181315b5241 [dostęp: 06.05.2025].

[26] Więcej informacji i szczegółowe wyniki badań dostępne w: P.J. Reynolds, Representing ‘U’: Popular Culture, Media and Higher Education, „ASHE Higher Education Report” 2014, vol. 40, no. 4, pp. 1-145.

[27] S. Reber, G. Goodman, Who uses legacy admissions?, Brookings Institution, [online:] https://www.brookings.edu/articles/how-widespread-is-the-practice-of-giving-special-consideration-to-relatives-of-alumni-in-admissions/ [dostęp: 07.05.2025].

[28] E. Durkin, US college admissions scandal: how did the scheme work and who was charged?, The Guardian, [online:] https://www.theguardian.com/us-news/2019/mar/12/college-admissions-fraud-scandal-felicity-huffman-lori-loughlin [dostęp: 07.05.2025].

[29] Część z uniwersytetów wprowadziła opcję dowolności w zakresie dostarczenia wyniku takiego testu w procesie rekrutacji w czasie pandemii Covid-19, jednak z racji na „inflację” ocen coraz więcej uczelni rezygnuje z takiej możliwości. Opcja ta okazywała się również mniej korzystna dla kandydatów, w istocie zmniejszając ich szanse przyjęcia na studia.

[30] Ch. Rim, Here Are Ivy League And Top College Admissions Rates For the Class Of 2029, Forbes, [online:] https://www.forbes.com/sites/christopherrim/2025/03/28/the-results-are-in-here-are-ivy-league-and-top-college-admissions-rates-for-the-class-of-2029/ [dostęp: 07.05.2025].

[31] D. Currell, This Is Peak College Admissions Insanity, The New York Times, [online:] https://www.nytimes.com/2024/05/01/opinion/college-admissions-applications.html [dostęp: 07.05.2025].

[32] R. Chetty et al., op. cit.

[33] R. Levinson-King, M. Wnedling, Harvard just stoo dup to Trump. How long can it last?, BBC News, [online:] https://www.bbc.com/news/articles/c20z60vxvmjo [dostęp: 08.05.2025].

[34] Culture War, European Center for Populism Studies, [online:] https://www.populismstudies.org/Vocabulary/culture-war/ [dostęp: 08.05.2025].

[35] E. Marris, Culture wars are raging on US campuses. Will they affect research?, Nature, [online:] https://www.nature.com/articles/d41586-024-00393-1 [dostęp: 08.05.2025].

[36] K. Alfonseca, Why colleges became the center of the culture wars: Analysis, ABC, [online:] https://abcnews.go.com/US/colleges-center-culture-wars-analysis/story?id=112988931 [dostęp: 08.05.2025].

[37] Problematyka „reakcji kulturowej” została dokładnie opisana przez dwójkę politologów – Pippę Norris oraz Ronalda Ingleharta – w ich książce. Więcej informacji – zob.:

[38] R. Levinson-King, M. Wendling, op. cit.

[39] T. Dunn, B. Hutschinson, Harvard says tuition will be free for families making $200K or less, ABC, [online:] https://abcnews.go.com/Business/harvard-tuition-families-making-200k/story?id=119874241 [dostęp: 08.05.2025].