Podział postzłotowiekowy, czyli co dzieli Polaków w skali makro

Ilustracja: Barbara Tur

Niniejszy tekst jest epilogiem do tekstu opublikowanego w 20. numerze kwartalnika Młodzi o Polityce (Ile razy szpak był dziobany, czyli o polaryzacji w Polsce). Omówiłem w nim koncepcję tzw. podziału społeczno-politycznego (ang. cleavage) i zasadniczy konsensus, w myśl którego po 1989 r. następowały po sobie tzw. podział postkomunistyczny i posttransformacyjny. Pierwszy znaczył tyle, że Polacy w makroskali zantagonizowali się wokół stosunku wobec komunizmu (ci o jednoznacznie negatywnym stosunku do tegoż głosowali na solidarnościową prawicę, ci o ambiwalentnym – nie)[1]. W drugim z kolei kością niezgody stała się transformacja, beneficjenci popierali partie w orbicie Platformy Obywatelskiej, malkontenci – te skupione wokół Prawa i Sprawiedliwości[2].

Drugi podział zakończył się około 2019 r., kiedy spory o lata 90. straciły na aktualności. PiS porzucił tropienie postkomunistów w sądach i przeróżnych innych instytucjach, jako że znaczna ich większość, jeśli jeszcze żyje, zdążyła już przejść na emeryturę. Dla PO z kolei charakterystyczna retoryka skupiająca się na sukcesach III RP stała się bezprzedmiotowa, kiedy odpowiedzialność za dobrą sytuację gospodarczą w naturalny sposób zasilała konto rządu PiS. Od tego czasu obie partie funkcjonowały w swoistej próżni, a w ostatnich kilku latach straciły na politycznej sile. O ile w 2019 r. łączny wynik PiS i PO, a w 2020 Andrzeja Dudy i Rafała Trzaskowskiego wyniósł ponad 70%, to w 2023 r. dwie główne partie poparło ok. 65% głosujących, a w ostatnich wyborach prezydenckich dwaj pierwsi kandydaci łącznie ledwo przekroczyli 60%[3]

Ostatnie wydarzenia zdają się jednak wskazywać, że można pokusić się o próbę zdefiniowania nowego podziału. Trzymając się konsekwencji w nazewnictwie, po podziale postkomunistycznym i posttransformacyjnym kolejny należałoby nazwać „postzłotowiekowym”.

Komunizm i transformacja zredefiniowały zbiorową wyobraźnię w stopniu dużo większym niż jakiekolwiek inne wydarzenia po II wojnie światowej. W efekcie, zasadną zdaje się być hipoteza, że, być może, do zdefiniowania nowego cleavage potrzeba równie epokowego wydarzenia. Tymczasem sprawy często wymieniane w tym kontekście, jak reformy sądownictwa Zbigniewa Ziobry czy masowe protesty po zaostrzeniu prawa aborcyjnego, rezonowały w społeczeństwie na zbyt małą skalę.

Wzrost zamożności Polaków w ostatnich 30 latach był absolutnie bezprecedensowy i został odnotowany przez niemal całokształt społeczeństwa. Tytuł głośnej ostatnimi czasy książki prof. Marcina Piątkowskiego Złoty Wiek. Jak Polska stała się europejskim liderem wzrostu i jaka czeka ją przyszłość mówi sam za siebie. W tym roku mamy stać się dwudziestą gospodarką świata. Pod względem wysokości PKB per capita przegoniliśmy już Portugalię i doganiamy Japonię[4]. Wystarczy spojrzeć na zdjęcia Polski sprzed 20-30 lat, żeby mieć świadomość, że stało się coś dużego. W efekcie, tak jak wcześniej komunizm i transformacja, teraz tzw. złoty wiek odpowiada za kolejną gruntowną reorganizację struktury gospodarczej i społecznej Polski. A to musi doprowadzić do konsekwencji w tym, jak nowe społeczeństwo postrzega siebie i swoich przedstawicieli w klasie politycznej.

To powiedziawszy, po kumulacji pandemii i wojny za wschodnią granicą, pojawiła się nadal stosunkowo wysoka inflacja, przez którą w Polsce i na świecie de facto nie opłaca się być u władzy. Warto zwrócić uwagę na falę klęsk incumbentów na całym Zachodzie. Donald Trump przegrał walkę o reelekcję, a cztery lata później wygrał jako kandydat opozycji. We Francji Emmanuel Macron sukcesywnie słabnie, a zeszłoroczne wybory zmuszają go do lawirowania między blokami lewicy i prawicy. W Niemczech rządząca do tego roku SPD otrzymała najniższy wynik w historii, a notowania tej partii nie przestają się pogarszać – ostatni sondaż pracowni Forsa daje jej 13% poparcia[5]. Gdyby dziś miały odbyć się wybory parlamentarne w Wielkiej Brytanii, rząd straciłby większość[6]. Rząd holenderski upadł[7], a hiszpański trzyma się stabilnie tylko przez niedopuszczenie do wotum zaufania w parlamencie. W Polsce z kolei, oceny rządu Donalda Tuska przypominają notowania gabinetu Mateusza Morawieckiego z ostatnich miesięcy przed wyborami w 2023 r.[8], co przypieczętowała porażka kandydata koalicji rządzącej na prezydenta. Płace rosną powoli, szybciej rośnie frustracja, potęgowana przez tzw. efekt Tocqueville’a[9]. Nie do przecenienia jest również błyskotliwie nazwane przez Kylę Scanlon zjawisko vibecession, znaczące tyle, że mimo wzrostu gospodarczego nastroje społeczne przypominają te charakterystyczne dla czasu recesji[10].

Tymczasem nie wydaje się, aby przepływy poparcia między blokami elektoratów – które w świetle ostatnich wydarzeń powinny mieć miejsce – były widoczne. Fakt ten nasuwa hipotezę, że być może bloki już się ukonstytuowały, a teraz kwestią otwartą pozostaje jedynie, która partia wywalczy dominację w każdym z nich. Nawet, mający tendencję do przeszacowywania wyników najbardziej w danym czasie antysystemowych opcji politycznych, sondaż Ogólnopolskiej Grupy Badawczej (OGB) w ostatnim badaniu wskazał na stosunek bloków 50% do 48%[11]. Dość przypomnieć, że w 2021 r. Polska 2050 sytuowała się w sondażach OGB (wówczas pod nazwą Instytut Badania Spraw Publicznych – IBSP) na pierwszym miejscu[12]. Co więcej, latem 2023 r. Konfederacja notowała tam jeszcze lepsze wyniki niż u konkurencji[13], a teraz Konfederacja Korony Polskiej (KKP) Grzegorza Brauna ma mieć ponad 7%[14]

Próba scharakteryzowania obu bloków skłania do postawienia roboczej tezy, że we współczesnej Polsce mamy do czynienia z podziałem na kratofobów i ksenofobów.

Blok kratofobiczny zakłada, że winę za odczuwane spowolnienie gospodarcze ponosi co do zasady rząd. Obecnie centralne miejsce w narracji koalicji rządzącej nadal zajmuje założenie, że to, co w kraju działa źle, jest winą rządów PiS. Przy potencjalnej zmianie władzy w przyszłości, retoryka ta zmieni się na obwinianie kolejnego gabinetu. 

Przedstawiciele bloku ksenofobicznego winą obarczają w pierwszej kolejności Unię Europejską (UE) oraz migrację. Jak zauważa Andrzej Bobiński, sceptyczny stosunek do UE to podstawowy wspólny mianownik wszystkich sił, które w drugiej turze stanęły za Karolem Nawrockim[15]. Wydaje się jednak, że antyunijność jest w tym przypadku elementem większej całości, stosunek do migracji jest co najmniej równie ważny.

Poszczególne narracje nie są i nie będą używane równie często z uwagi na okno Overtona. Dziś krytyka UE jest przyjmowana dużo mniej entuzjastycznie niż sprzeciw wobec migracji. W efekcie kratofobowie będą jednoznacznie pozytywnie odnosić się do UE, a ksenofobowie jednoznacznie negatywnie w stosunku do migracji. Vice versa z kolei będą posługiwać się ogólnikami (pierwsi) i tzw. dogwhistlingiem, czyli subtelnym akcentowaniem niepopularnych narracji tak, żeby rozumieli to tylko ich zwolennicy (drudzy).

Powyższe założenia tłumaczyłyby, skąd bierze się zapaść narracyjna obecnego rządu. Opowieść o obwinianiu PiS-u półtora roku po zaprzysiężeniu już nie przekonuje, a alternatywnej opowieści jak nie było, tak nie ma. Tymczasem wyborcy oczekują, jeśli nie sprawczości, to chociaż aktywności, czego koalicja rządząca nie dostarcza. Inaczej jest w przypadku opowieści o winie UE i migracji, która wręcz przeciwnie, narracyjnie wygrywa. Ponowne wyrównanie sił narracyjnych powinno nastąpić po zmianie władzy. W chwili obecnej nierównowaga jest rażąca.

Pierwsze jaskółki tego podziału ujawniały się już w 2023 r. Wtedy Konfederacja była jednak dużo słabsza, PiS-owi w rękach wybuchła afera wizowa, a antyrządowy z definicji efekt Tocqueville’a działał wyłącznie przeciwko nim. Po tym, jak Konfederacja oraz KKP zmobilizowały część niezdecydowanych i urosły w siłę, nic nie stoi im już na przeszkodzie. Sam PiS z kolei, akcją, w ramach której politycy wrzucali do sieci zdjęcia losowych ciemnoskórych osób, implikując, że sama ich obecność stanowi zagrożenie, skutecznie oddalił od siebie zarzuty sprowadzenia setek tysięcy migrantów do Polski. To powiedziawszy, tak jak od miesięcy to partia Razem jest komunikacyjnie dużo skuteczniejsza od koalicji rządzącej, analogicznie Konfederacja może cieszyć się większą wiarygodnością narracyjną niż PiS. 

Co więcej, naszkicowany podział faworyzuje akurat te dwie formacje. Razem za odczuwane pogorszenie nastrojów może obwiniać i obecny, i były rząd, co tworzy opowieść perfekcyjnie kratofobiczną. Tymczasem Konfederacja konsekwentnie wypowiada się przeciwko migracji i UE, a PiS, jakkolwiek nie starałby się uderzyć w podobne tony, mierzy się z własnymi działaniami z czasów, kiedy był u władzy. Być może to przypadkowa korelacja, ale wiele wskazuje na ciąg przyczynowo-skutkowy. 

Potencjalne zwycięstwo bloku PiS i Konfederacji w kolejnych wyborach, fakultatywnie razem z KKP, triumfujące partie zawdzięczać będą nie przepływom, a mobilizacji. Popularne po pierwszej turze wyborów prezydenckich stwierdzenie, że Konfederacja przejęła wyborców Trzeciej Drogi (TD), to fałsz, zjawisko to jest marginalne. Natomiast, faktem jest, że o zwycięstwie obecnie rządzącej koalicji w 2023 r. zadecydował wzrost mobilizacji i poparcie TD wśród wcześniej niezaangażowanych. I analogicznie, nieumiejętność ich ponownego zmobilizowania doprowadził do klęski Rafała Trzaskowskiego i odpowiada za obecny kryzys sondażowy całego rządu. W efekcie jeszcze wyraźniej widać, że podział na dwa bloki pozostaje stabilny.

Niewykluczone, że opisywany podział na kratofobów i ksenofobów mógł okazać się efemeryczny. Zwycięstwo Trzaskowskiego z miejsca uczyniłoby narrację kratofobiczną niemożliwą. To skłoniłoby stronę rządową do poszukiwania nowej opowieści, a w efekcie skatalizowałoby rozkład organicznie reaktywnej, a zatem ewidentnie niezdolnej do tego PO. Teraz z kolei musi nastąpić – i postępuje – konsolidacja.

Niewiadome pozostają. Po pierwsze – czy większość PiS z Konfederacją i Braunem będzie wystarczająca, żeby zmienić ustrój państwa, co zapowiadał Jarosław Kaczyński w jesiennym wywiadzie dla tygodnika Sieci. Większość konstytucyjna nie jest ceteris paribus w zasięgu, a bardziej prawdopodobny wydaje się być gambit kataloński z 2017 r. Wówczas koalicja opowiadająca się za niepodległością regionu uchwaliła pakiet ustaw prowadzący do derogacji Statutu Autonomii, którego zmiana de iure odbywa się większością dwóch trzecich. Protestująca opozycja usłyszała, w uproszczeniu, że partie koalicji mają większość, a sprzeciwianie się większości podważa demokrację. Mając na uwadze wydarzenia z lat 2015-2019, nietrudno wyobrazić sobie podobną argumentację nowego rządu pod przewodnictwem PiS.

Po drugie – jak obie partie poradzą sobie z przeprowadzeniem sukcesji? Pozycja Donalda Tuska i Jarosława Kaczyńskiego jest najsłabsza od lat, ale przewrót pałacowy mimo to wydaje się należeć do sfery political fiction. Jednocześnie, podział na blok krato- i ksenofobiczny jest w obecnej sytuacji niewygodny dla obu polityków. Oczywiście Tusk, zbudowawszy całą kampanię w 2023 r. na przekazie kratofobicznym, co skończyło się zwycięstwem, chętnie wróciłby do tej narracji w opozycji. Wątpliwości budzi jednak, po pierwsze, jego wiarygodność po utracie władzy, a po drugie kwestia, czy po przejściu do opozycji utrzymałby on władzę w partii.

Po trzecie – brak kandydatów na premiera po obu stronach jest rażący. Zdolność premiera Tuska do utrzymania władzy w przyszłym Sejmie jest wątpliwa. Jednocześnie w szeregach PO brakuje alternatywy. Radosław Sikorski zdaje się myśleć o prezydenturze, w ubieganiu się o którą premierostwo byłoby znacznym obciążeniem, a pozostali politycy nie zdają się mieć optymalnego formatu, swoistego gravitas, nie mówiąc o wpływach w partii. W PiS z kolei konieczność stworzenia koalicji prowadzi do wniosku, że premierem nie będzie Morawiecki. Stwarza to okoliczności, w których nie da się uniknąć wewnętrznej walki, a jej zwycięzca może okazać się zwycięzcą pyrrusowym.

Po czwarte – prezydent Nawrocki rozpoczyna nowe rozdanie, które dodatkowo wzmocni tę stronę podziału, która już dziś jest silniejsza. Jeżeli na jesieni pojawią się przepływy elektoratu, a równowaga sił w blokach ulegnie znacznemu zachwianiu, wszystkie powyższe teorie można będzie zapomnieć.

Niemniej, wymienione okoliczności wskazują, że być może końca dobiega system partyjny funkcjonujący w oderwaniu od podziałów społecznych. Dużo pokażą jesienne sondaże – rosnące Konfederacja i ew. KKP po jednej stronie, a Razem po drugiej, będą wskazywać, że naszkicowany cleavage zaczyna się stabilizować. Nie oznacza to od razu, że ich poparcie urośnie do tego stopnia, żeby móc rzucić wyzwanie odpowiednio PiS i PO. Sama perspektywa zagrożenia może sprawić jednak, że stare partie będą próbowały przejąć wyborców wspomnianych mniejszych formacji i zaczną się do nich przybliżać, uwiarygadniając tym samym stanowiska krato- i ksenofobiczne.

[1] Wyczerpujące przedstawienie tematu można znaleźć w Podziale postkomunistycznym prof. M. Grabowskiej.

[2] Podział ten najdokładniej scharakteryzował Jacek Sokołowski w Transnarodzie.

[3] Dokładnie 60,9%, dane za: https://wybory.gov.pl/prezydent2025/pl/wynik/pl.

[4] To się dzieje! Do 2030 r. polska gospodarka przed Japonią, Hiszpanią i Izraelem; Forsal.pl, 03.05.2025; https://forsal.pl/gospodarka/aktualnosci/artykuly/9789765,to-sie-dzieje-do-2030-r-polska-gospodarka-przed-japonia-hiszpania-i.html.

[5] Sondaż z 15.07.2025, https://dawum.de/Bundestag/Forsa/2025-07-15/.

[6] Por. United Kingdom – Parliament voting intention, Politico; https://www.politico.eu/europe-poll-of-polls/united-kingdom/.

[7] Holenderski rząd upadł po niespełna roku. Przez konflikt w koalicji; TVN 24, 04.06.2025; https://tvn24.pl/swiat/holandia-rzad-upadl-po-niespelna-roku-przez-konflikt-w-koalicji-st8494908.

[8] Tak Polacy oceniają rząd Donalda Tuska. Jest nowy sondaż; Onet, 17.07.2025; https://wiadomosci.onet.pl/kraj/tak-polacy-oceniaja-rzad-donalda-tuska-jest-nowy-sondaz/cb2h4be.

[9] Tocqueville zauważył, że rewolucje (np. francuska i amerykańska) wybuchają nie podczas kryzysów, ale podczas wychodzenia z tychże, gdy oczekiwania rosną szybciej niż wracająca na dobre tory gospodarka.

[10] Por. Research: What explains the „Vibecession”?; Harvard Business Review, 30.01.2025; https://hbr.org/2025/01/research-what-explains-the-vibecession.

[11] Najnowszy sondaż. Poważny problem Tuska, mocny debiut partii Brauna; Wirtualna Polska, 14.07.2025; https://wiadomosci.wp.pl/najnowszy-sondaz-powazny-problem-tuska-mocny-debiut-partii-brauna-7178147777457088a.

[12] Przełomowy sondaż. PiS traci pierwsze miejsce, wskakuje na nie ruch Szymona Hołowni; Natemat.pl, 01.02.2021; https://natemat.pl/336695,zaskakujacy-sondaz-ibsp-pis-przegrywa-z-ruchem-holowni-polska-2050.

[13] Sondaż z 12.07.2023, https://stanpolityki.pl/sondaz-parlamentarny-ibsp-07-2023/.

[14] Najnowszy sondaż. Poważny problem Tuska, mocny debiut partii Brauna, op.cit.

[15] Nasłuch | Wakacji nie będzie, Polityka Insight, 04.06.2025.