
Artykuł ukazał się w 19. numerze kwartalnika „Młodzi o Polityce”
Wydawać by się mogło, że nie ma lepszego sposobu na rozpoczęcie tekstu o poczuciu humoru, niż zarzucenie jakimś żartem. Od biedy może i sucharem. Okazuje się to jednak zadaniem nastręczającym pewnych kłopotów. Przekopując nieskończone zasoby Internetu, przywołując zasłyszane anegdotki, a nawet wspierając się książkowymi zbiorami kawałów, niełatwo znaleźć coś, co zadowolić może gusta chociażby większości czytelników. Ten żart wulgarny, tamten zbyt stereotypowy, ten ma potencjał urazić wiele grup społecznych…
Zamiast w pocie czoła szukać czegoś odpowiedniego, lepiej przyjrzeć się rozmaitości żartów. Bo co właściwie sprawia, że jakaś określona rzecz – słuchowisko, serial lub mem – wywołuje śmiech? Jak to się dzieje, że jeden zaśmiewać się będzie z żartów o mieszkańcach Wąchocka, a kogoś dogłębnie rozbawi głupota Jasia lub złośliwe kawały na temat teściowej?
Śmiech na serio
Z poczuciem humoru u ludzi, podobnie jak z ich poglądami, bywa różnie. To, co zdaje się je jednak łączyć, to że obydwie te rzeczy da się zamknąć w pewnych ogólnych kategoriach. Pomimo że samo pojęcie jest szerokie, według Roda Martina, kanadyjskiego badacza oraz profesora psychologii, wyłonić można jego cztery główne rodzaje: humor afiliacyjny, wzmacniający „ja”, agresywny, poniżający „ja”[1].
Każdy z nich pełni inną rolę. Żeby lepiej to wyjaśnić, wyobraźmy sobie cztery osoby siedzące wspólnie w barze. Pierwsza z nich, pogodnie nastawiona i życzliwa względem otoczenia, będzie się troszczyć, by poprzez żarty wzmacniać więź w grupie, rozluźniać atmosferę lub minimalizować ryzyko wystąpienia konfliktów. Słowem: poczyni wiele starań, by otoczenie czuło się przyjemnie. Drugi, choć podobny, większą uwagę poświęci sobie samemu[2]. Nawet, jeżeli przy stoliku pojawią się trudne tematy, ten zabawnymi uwagami postara się doszukać pozytywów. Coś na zasadzie: wyrzucili cię z pracy? Nie przejmuj się, w końcu nie będziesz musiał oglądać swojego szefa, tego Janusza.
Po drugiej stronie stolika siedzą typy nieadaptacyjne. Agresywny nie przebiera w kpinach, sarkazmie, długo nie wahałby się nad wyszydzaniem. Nawet jeżeli ktoś obrażony opuściłby pomieszczenie z jego powodu, ten prawdopodobnie zbyłby to wzruszeniem ramion i rzuceniem, że komuś najwidoczniej brakuje dystansu do siebie. Przy nim siedzi ostatni z nich. Leitmotivem jego kawałów są historie, które stawiają go w mało korzystnym świetle, możliwe że nawet w poniżającym[3]. W ten sposób często poszukuje aprobaty w otoczeniu.
Na potrzeby wytłumaczenia style humoru zostały uproszczone: w rzeczywistości mogą one występować w różnych kombinacjach. Przeważnie jednak któryś z nich staje się tym dominującym. Przypuszcza się, że na jego ukształtowanie wpływać może płeć, osoby z najbliższego otoczenia (rodzina i przyjaciele), usposobienie oraz temperament[4]. Co jednak z… narodowością (przy czym rozumie się ją w tym kontekście, jako pewne dziedzictwo kulturalno-społeczne)?
Co nas bawi?
Niby mówi się, że kto w Polsce mieszka, ten się nie śmieje, zaś polish smile to raczej grymas, niż uśmiech od ucha do ucha, ale Polacy mają swoje powody do radości. Pewna ich część opiera się na nieszczęściu innych ludzi, bo kogo przecież nie rozśmieszyłoby, jakby Jan Rodzeń upadł i sobie głupi ryj rozwalił (imię i nazwisko można stosować zamiennie, w zależności od osobistych antypatii). Zdaje się, że lubimy śmiać się z innych. Rzadziej jednak zachowujemy dystans względem siebie samych.
Ze starszym pokoleniem kojarzymy kabarety, skecze, ale też młodsi do boomerskiego poczucia humoru wrzucają wszelakie przesadnie wulgarne, prostackie i seksistowskie żarty (warto spojrzeć chociażby na facebookową grupę „Boomerawka”, która liczy sobie niecałe 100 tys. użytkowników, na której publikowane są przykłady). Millenialsi (a także późniejsze pokolenia, tj. Zetki i Gen Alfa), którzy zaczynali dorastać z cyfrowymi gadżetami, więcej czasu spędzają w sieci. To czas viralowych filmików, komiksów, demotywatorów czy memów.
Nakreślenie jednak pewnego wspólnego zbioru cech nastręcza problemów. Można pójść stereotypowo i wspomnieć o Mazurskich Nocach Kabaretowych, popularnym ostatnio stand-upie, czy grupach społecznych najczęściej przytaczanych w żartach. W dobie Internetu, przy próbie nakreślenia jakichś ram polskiego poczucia humoru, natrafia się na ścianę. W grę wchodzą nawyki młodszych pokoleń i zasoby sieci. Często oni korzystają z przeglądarek oraz internetowych materiałów humorystycznych. Zdaje się więc, że nawet coś takiego ulega procesowi globalizacji i uniwersalizacji[5]. Na pierwszy plan wysuwa się więc pewna przynależność pokoleniowa oraz kulturowa, aniżeli sama kwestia narodowości.
Przeprowadzony w 2016 r. przez TNS Polska raport rzuca na to jednak pewne światło. A przynajmniej na kwestię, z kogo najchętniej Polacy się śmieją. Okazuje się, że jakby setkę Polaków zebrać w jednym pomieszczeniu, a przed nimi na scenie postawić komika, to prawie połowa (44 osoby) miałaby ubaw z polityków. Nieco mniej (35 osób) wybuchnęłoby śmiechem przy dowcipach z policjantów, a podobna liczba ludzi zaśmiałaby się z lekarzy (25 osób) i księży (24 osoby). Najmniejszy poklask zyskałoby żartowanie o mieszkańcach miast i wsi, ludzi niezdarnych i z obcokrajowców (na żaden z nich nie zaśmiałoby się nawet 10 osób)[6].
Badanie porównano z wynikami sprzed 20 lat, czyli z 1996 r. Zaobserwowano, że pewne upodobania uległy zmianie. Straciły na tym żarty sytuacyjne (spadły o 20 punktów procentowych) oraz polityczne (o 13 punktów procentowych wskazujących ten rodzaj dowcipu). Zyskały dowcipy absurdalne (o 7 punktów procentowych) oraz nieprzyzwoite (o 6 punktów procentowych). Jednocześnie zwiększyła się liczba osób, które w ogóle nie gustują w dowcipach (o 17 punktów procentowych)[7]. Jak widać, pewne trendy mogą odchodzić do lamusa, a niektóre dopiero co podbijają serca.
Żart na fali
Na pierwszy rzut oka (a precyzując: słuchu) kwestia humoru radiowego pozostaje enigmatyczna. Jest to środek przekazu, który największą popularnością cieszy się z pewnością wśród kierowców, dziennikarzy pracujących w tej branży, czy ludzi starszej daty, którzy do niego przywykli. Obecnie rozmyślając o nim, do głowy wpadają różne wkrętki telefoniczne. Żart idealnie pasujący do radia! Radiowiec przyjmujący określoną rolę, po drugiej stronie zakłopotany odbiorca, a do tego grono chichrających się słuchaczy. W latach 2019–2023 taki kontent w Radiu Zet prowadził Kamil Nosel, wciskając bliskim dzwoniących różne absurdalne historie[8].
Historia humoru radiowego jest jednak obfitsza. Wyraźnie sięga już lat 30., kiedy to premierę miała „Wesoła Lwowska Fala”, w której występowali Kazimierz Wajda i Henryk Vogelfänger. Wcielali się oni w – odpowiednio – Szczepcia i Tońcia. Podbili serca słuchaczy, głownie za sprawą używania bałaku[9] i humoru, który miał odzwierciedlać charakter Lwowa[10]. Zrezygnowali oni również z ironii oraz satyry, na rzecz jego pogodniejszej odmiany, co pozostaje bardzo charakterystyczne dla ich słuchowisk.
Ale to nie jedyny radiowy duet, znany ze swojego humoru! Nie sposób pominąć Kabaretu Starszych Panów, czyli Jerzego Wasowskiego i Jeremiego Przybory. Mimo że kojarzą się oni z występami telewizyjnymi, tak od końca 1958 r. do 1964 r. nadawano równolegle wersje radiowe, których łącznie powstało 13. Do programów zapraszali oni wiele znanych postaci ze świata artystycznego, chociażby: Kalinę Jędrusik, Barbarę Krafftównę czy Irenę Kwiatkowską. Podobnie jak Szczepcio i Tońcio mieli oni umiejętność wywoływania uśmiechu, przy czym czynienia tego w sposób subtelny i niewymuszony.
Z czasem przyszły kolejne programy. W radiowej Trójce przed odbiornikami zbierali się słuchacze spragnieni satyrycznych audycji. I rzeczywiście nie mieli powodów do narzekania, bo w poniedziałkowe wieczory leciało „60 minut na godzinie”, którego gwiazdą pozostawał Jacek Fedorowicz. Zawartość była różnorodna, bo w skład wchodziły pomniejsze segmenty: felietony, słuchowiska, audycje radiowe kabaretu Elita, czy „Para-męt pikczers, czyli kulisy srebrnego ekranu” (za pomocą dialogów humorystycznie streszczano fabułę dowolnego filmu)[11].
Nacisk w radiu jest wyraźnie kładziony na głos oraz rozmaite efekty dźwiękowe. To medium przez swoją specyfikę, wykorzystuje najczęściej żart słowny i wyraziste osobowości. Mogą one być rozumiane jako charakterystyczny styl mówienia, np. gwara, jak w przypadku Szczepcia i Tońcia, czy umiejętność kreowania postaci w audycjach, mających potencjał rozbawić (aktualne jest to również obecnie, jak w kwestii niedawnej działalności Kamila Nosela).
Humor na antenie
Holistycznie humor traktuje telewizja. W niej widz do czynienia ma nie tylko z dźwiękiem, ale i obrazem, co poszerza możliwości komików. Największe pole do popisu w niej daje humor sytuacyjny, który opiera się na zabawnym, nieoczekiwanym spiętrzeniu niefortunnych i niezwykłych przypadków oraz zachowań bohatera komicznego[12]. Pod niego łapią się wszelakie emitowane w niej kabarety (chociaż przez niektórych uważane w większości za antyśmieszne). Podobnym gatunkiem do nich są skecze. I te prezentowane były w „Za chwilę dalszy ciąg programu”. Ten satyryczny program prowadzili wspólnie Wojciech Mann i Krzysztof Materny, zapraszając gościnnie również innych artystów. Formuła była prosta: w czasie odcinka prezentowano skecze, parodię, czy posługiwano się żartami słownymi.
Pod ten rodzaj humoru nie łapią się jednak jedynie skecze lub kabarety, ale też seriale. Niech rzuci kamieniem ten, kto nigdy nie obejrzał chociażby fragmentu „Miodowych lat” czy „Świata według Kiepskich”! Oczywiście powstało ich więcej, ale właśnie te dwa opierają się pozornie na tym samym: zgromadzeni przed ekranem przyglądają się losom ludzi zamieszkających wspólnie ten sam budynek. Żart opierał się często na absurdzie. Bo kto inny mógłby stworzyć wynalazek wsysający duchy i następnie tworzący z niego czysty spirytus (w końcu po łacinie duch to spiritus)[13] niż Ferdynand Kiepski? Prócz tego bazowało to na pewnych bliskich, autentycznych każdemu schematach: relacje sąsiedzkie, życie rodzinne, codzienne sprawy, co pozwalało na zżycie się z postaciami.
Ostatecznie obydwa zapewniły sobie sporą popularność. Niektóre powiedzenia widownia podchwyciła i stały się wręcz kultowymi. Szczególnie Kiepski ze swoim w tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem czy jego zagajanie do żony Halińcia… śpisz? i rzucane w odpowiedzi śpię, bo co?
Innym formatem posługiwało się „Śmiechu warte”, którego emisja przypadła na lata 1994-2009. Widzowie nadsyłali własne nagrania, pokazujące śmieszne sytuacje „z życia wzięte”. Wpierw jury, a później zgromadzeni przed ekranami, wybierali najlepsze filmy, które miały szansę powalczyć o różne nagrody. Prezentowano tam autentyzm, bo nagrania były w sporej mierze amatorskie. Dodatkowo aktywizowało publiczność, bo ta miała szansę wysłać własne filmiki lub w późniejszej wersji decydować, które wywołały największy ubaw.
Telewizja dawała zdecydowanie większe pole do popisu: można było posługiwać się gadżetami, angażować odbiorców w program czy też w losy przedstawionych postaci, lub po prostu kreować charakterystyczne wizerunki postaci (widoczne zwłaszcza w kabaretach lub serialach). Mimo wszystko było to nadal niedostępne dla wielu w zakresie tworzenia i popularyzacji treści. Naprzeciw temu wyszedł Internet, dając wolną rękę oraz nowe, szerokie możliwości.
Cyfrowa komedia
Jest on prawdziwą studnią bez dna pod względem mnogości kontentu. Prym wiodą w nim przede wszystkim memy, czyli obrazki, z umieszczonym na nim tekstem, mające bawić. Często sięgają one po czarny humor, ironię lub absurd (np. losowy napis połączony z równie losowym zdjęciem, co stricte znaczeniowo nie posiada sensu).
Rekordy popularności biły niegdyś demotywatory, kwejk oraz komixxy. Ta ostatnia strona przestała funkcjonować w 2020 r., ale pozostałe ciągle są aktywne. Każda wyrobiła z nich swoją własną charakterystykę: obrazki na tej pierwszej, tzw. demoty, otoczone były czarną ramką, co było ich znakiem rozpoznawczym. Na kwejku były one bardziej zróżnicowane, przy czym na komixxach użytkownik mógł natrafić na prostotę. Twarze postaci przeważnie były cienko zarysowane, a te powtarzały się, przy czym do najpopularniejszych należy trollface i derp.
Humor kwitnie także na mediach społecznościowych, zwłaszcza na sporo interesujących, aktywnych kont można natrafić na Instagramie. Tam działalność Tygodnika NIE pod własnym imieniem i nazwiskiem prowadzi Michał Marszał, a bliźniaczo podobne do niego, pod względem treści, jest Make Life Harder. Dodatkowo obydwa konta często ze sobą współpracują, np. przy corocznym wręczeniu nagrody dla Dzbana Roku, za najgłupsze osiągnięcia[14]. Prowadzący je panowie w sposób humorystyczny reagują na bieżące wydarzenia, wyszukują absurdy w przestrzeni publicznej i obśmiewają niektóre z osób publicznych, które zrobiły coś na tyle bezsensownego, że aż wartego skomentowania.
O ile panowie posługują się przeważnie formą wstawiania relacji (znikają one po 24 godzinach, ale są o tyle łatwiejsze od publikowania postów, że pozwalają zaoszczędzić czas) i raczej prostym humorem, tak są konta przyjmujące inny format. Należą do nich wszelakie „intellectuals”, które przeważnie mają odbiorców w granicach kilkunastu tysięcy obserwujących (uśredniając oczywiście tę liczbę i mając na myśli polskie odpowiedniki). Jak sama nazwa kont tego pokroju wskazuje, nawiązują one w sposób humorystyczny do znanych – lub mniej znanych – artystów, szeroko rozumianych dzieł kultury i sztuki.
Niezależnie od formatu, dowcip w Internecie polega na szybkości w przyswajaniu. Obrazy nie są skomplikowane, dodatkowo część z nich (np. postaci z komiksów) jest tworem rozpowszechnionym międzynarodowo. Pozwala to na większą integrację w sieci i dotarcie do większego grona odbiorców. Dodatkowo każdy może coś opublikować: jeżeli zrobiliśmy zabawny filmik koledze, próbującego zrobić trik na rowerze, nie musimy wysyłać tego do „Śmiechu warte” i liczyć na łut szczęścia. Wystarczy posiadać konto na którejś z platform i gotowe! Jest to zdecydowanie łatwiejsze, a przy tym pozwala na większą różnorodność oraz znalezienie pasujących dla siebie treści.
Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni
Puenta – w przeciwieństwie do wielu żartów – nie wyda się więc nadto zaskakująca. Jednego śmieszyć będzie to, drugiego tamto. Każdy ma swój humor, który uważa za najlepszy i „najmojszy”. Warto jednak poznawać jego nowe oblicza. Zasłuchać się chociażby w radiowych audycjach, dać się porwać show telewizyjnemu, czy szczerze roześmiać się z mema przesłanego przez przyjaciela. W końcu śmiech to zdrowie!
[1] M. Abadi, Naukowcy określili cztery typy poczucia humoru. Nie wszystkich bawi to samo, „Business Insider”, https://businessinsider.com.pl/rozwoj-osobisty/rodzaje-poczucia-humoru-nie-wszystkich-bawi-to-samo/epdlzw2#:~:text=Psycholog%20Rod%20Martin%20wprowadzi%C5%82%20podzia%C5%82%20na%20cztery%20typu,2%20wzmacniaj%C4%85cy%20%22ja%22%203%20agresywny%204%20poni%C5%BCaj%C4%85cy%20%22ja%22 (dostęp: 7.02.2025 r.).
[2] R. Borkowski, Humor w ujęciu R. Martina. Międzyosobnicze zróżnicowanie i podmiotowe korelaty poczucia humoru, „Pedagogia Ojcostwa”, s. 178, https://www.researchgate.net/publication/340084039_Humor_w_ujeciu_R_Martina_Miedzyosobnicze_zroznicowanie_i_podmiotowe_korelaty_poczucia_humoru (dostęp: 7.02.2025 r.).
[3] Tamże, s. 179.
[4] Do nich należą zwłaszcza: nietolerancja-tolerancja wieloznaczności, konserwatyzm-radykalizm (liberalizm), „miękkość-twardość myślenia, poszukiwanie doznań, neurotyczność-stabilność emocjonalna, ekstrawersja-introwersja, otwartość na doświadczenie. Patrz na: A. Radomska, Co kogo śmieszy? O różnicach indywidualnych w preferencjach komizmu u ludzi dorosłych, „Instytut Psychologii Zdrowia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego”, https://psychologia.edu.pl/ (dostęp: 7.02.2025 r.).
[5] K. Wawrzyniak, Polski humor, „Tygodnik Przegląd”, https://www.tygodnikprzeglad.pl/polski-humor/#:~:text=Czy%20istnieje%20co%C5%9B%20takiego%20jak%20typowo%20polskie%20poczucie,szeroko%C5%9Bci%20geograficznej%2C%20samo%20za%C5%9B%20poczucie%20humoru%20zglobalizowa%C5%82o%20si%C4%99. (dostęp: 9.02.2025 r.).
[6] TNS Polska, Z kogo śmiejemy się najczęściej? Kto nadaje się na przedmiot dowcipów? Raport o poczuciu humoru Polaków, „Dziennik.pl”, https://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/525270,raport-o-poczuciu-humoru-polakow-najchetniej-smiejemy-sie-z-politykow.html (dostęp. 9.02.2025 r.).
[7] Tamże.
[8] „Radio Zet”, https://player.radiozet.pl/Podcasty/Nosel-Wkreca (dostęp: 13.02.2025 r.).
[9] Bałak – gwara kojarzona z mieszkańcami lwowskich przedmieść, określany niekiedy plebejskim żargonem.
[10] T. Stańczyk, Szczepcio i Tońcio. Zapomniani celebryci, za którymi szalały miliony Polaków, „Wielka Historia”, https://wielkahistoria.pl/szczepcio-i-toncio-zapomniani-celebryci-za-ktorymi-szalaly-miliony-polakow/ (dostęp: 13.02.2025 r.).
[11]P. Łopuszański, 60 minut na godzinę” – najlepsze lata w polskim kabarecie, http://tyg23.pbox.pl/pl/17670/66/c/-60-minut-na-godzine—-najlepsze-lata-w-polskim-kabarecie.html (dostęp: 13.02.2025 r.).
[12]Słownik Języka Polskiego, https://sjp.pwn.pl/slowniki/humor%20sytuacyjny.html#:~:text=humor%20sytuacyjny%20%C2%ABhumor%20polegaj%C4%85cy%20na%20zabawnym%2C%20nieoczekiwanym%20spi%C4%99trzeniu,niefortunnych%20i%20niezwyk%C5%82ych%20przypadk%C3%B3w%20oraz%20zachowa%C5%84%20bohatera%20komicznego%C2%BB (dostęp: 15.02.2025 r.).
[13] IMDb, „Świat według Kiepskich” odc. 49. sez. 1. „Spirytyści”, https://www.imdb.com/title/tt10830842/ (dostęp: 15.02.2025 r.).
[14] Make Life Harder, 11.06.2024 r., https://www.instagram.com/p/C8FhIHAuTEkwm7s5iIKh5bZK_a-Cr1l_XpILNA0/ (dostęp: 17.02.2025 r.).