Ile razy szpak był dziobany, czyli o polaryzacji w Polsce

Ilustracja: Ada Biały
Artykuł ukazał się w 20. numerze kwartalnika „Młodzi o Polityce”

A było tak: bociana dziobał szpak.

Potem była zmiana i szpak dziobał bociana.

Potem były jeszcze trzy zmiany.

Ile razy szpak był dziobany?[1]

Rozliczenia Prawa i Sprawiedliwości postępują powoli, ale stabilnie. Platforma Obywatelska może wchodzić w narracyjne buty stróżów prawa, a PiS – prześladowanych. W drugiej turze, zgodnie z przewidywaniami, spotkali się Rafał Trzaskowski i Karol Nawrocki. Media żyją losami posłów Romanowskiego (za granicą) i Mateckiego (od niedawna już nie w areszcie) oraz walką telewizji Republika i wPolsce24 o koncesję. A mimo to łączny wynik dwóch pierwszych kandydatów w pierwszej turze wyborów prezydenckich jest najniższy od 1990 r. Jednocześnie łączy się to ze wszechobecnym wrażeniem, że łączna siła narracyjna Prawa i Sprawiedliwości oraz Platformy Obywatelskiej jest najsłabsza od lat. Dlaczego?

Czym jest podział społeczno-polityczny?

W 1967 roku Martin Seymour Lipset i Stan Rokkan stworzyli pojęcie tzw. podziału społeczno-politycznego (ang. cleavage). Oznacza to, w dużym uproszczeniu, relację między podziałami w społeczeństwie a konfliktem politycznym[2]. Spośród podziałów społecznych dają się zaobserwować trzy podstawowe wymiary, w oparciu o które ukształtowały się współczesne systemy partyjne: konflikt państwo-Kościół (uzewnętrzniony przede wszystkim w Reformacji), miasto-wieś (rewolucje narodowe, z wyróżnieniem francuskiej), a także mieszczaństwa i proletariatu (rewolucja przemysłowa)[3]. Każdy z nich miał odpowiadać historycznemu konfliktowi między władzą/elitą a pewnym konkretnym ruchem wywrotowym. Bunt tego ostatniego prowadził ostatecznie do tego, że konflikt interesów ewoluował w kontrasty ideologiczne[4].

W środowisku naukowym panuje spór, czy pojęcie cleavage nie jest zbytnio zakorzenione w realiach zachodnich i w efekcie bezużyteczne. Prof. Rafał Matyja twierdzi na przykład, że w jego miejsce powinno się analizować trzy badane przez prof. Mikołaja Cześnika i Radosława Markowskiego kategorie: gospodarkę, światopogląd i tożsamość[5]. Przeczy temu prof. Mirosława Grabowska, wskazując, że – wbrew argumentowi Matyi – termin ten jest wystarczająco elastyczny, żeby można było odnieść je również do Polski, a krytykowana przez krakowskiego politologa niejasność i precyzyjność tegoż pojęcia jest zjawiskiem zamierzonym i pożądanym[6].

Historia podziałów w Polsce

Ta sama prof. Grabowska opracowała w 2005 r. koncepcję tzw. podziału postkomunistycznego. Polegał on na tym, że tożsamość polityczną Polaka definiował jego stosunek do komunizmu. Jeżeli był on pozytywny lub chociaż neutralny, naturalnym wyborem było SLD lub PSL, jeśli negatywny – przeróżne partie prawicy solidarnościowej, a wyborcy Unii Demokratycznej, czy później Unii Wolności wymykali się temu podziałowi, sytuując się mniej więcej pośrodku[7].

Jak na złość Grabowskiej, w ciągu kilku lat od publikacji podział postkomunistyczny przestał istnieć. Hegemonia SLD upadła wskutek wielu czynników, których zgłębianiu należałoby poświęcić osobny tekst. Zaraz też powstał nowy cleavage. Zaczęło się w 2005 r. w mikroskali, na jednorazowy użytek kampanijny i w dodatku między sojusznikami in spe – na Polskę solidarną (PiS) i liberalną (PO). Wspomniane wybory zakończyły się jednak w sposób wykluczający planowaną koalicję[8], w efekcie czego mikropodziałwyewoluował w cleavage par excellence. Podział na beneficjentów i malkontentów transformacji, bo o nim mowa, nazwany przez Agnieszkę Bejmę[9], a szczegółowo opisany przez Jacka Sokołowskiego w Transnarodzie, rządził polską zbiorową wyobraźnią przez kolejne lata.

Jednak w okolicach 2019 r. sytuacja się zmieniła. Przemoc symboliczna, jakiej ochoczo dopuszczał się w pierwszej kadencji rząd PiS, doprowadziła do zaostrzenia retoryki po obu stronach, ale i wygaszenia jednego ze źródeł resentymentów. Podobnie zadziałało dowartościowanie kulturowe. Z kolei drugie, ekonomiczne, zostało zażegnane przez z jednej strony politykę społeczną tegoż rządu, z drugiej – przez bogacenie się prowincji, co doprowadziło do powstania tzw. ludowej klasy średniej, o której później.

W efekcie od 2019 r. trwają poszukiwania nowej linii, wokół której można podzielić społeczeństwo.

Poszukiwania nowej linii podziału

Momentem, który można nazwać pierwszą taką próbą, jest wykład Donalda Tuska, wówczas jeszcze przewodniczącego Rady Europejskiej, na Uniwersytecie Warszawskim. Sam wykład przeszedł bez echa, ponieważ show skradł przedmówca – Leszek Jażdżewski z miesięcznika Liberté!, który, nawiązując do debiutującego kilka dni później filmu Tylko nie mów nikomu, ogłosił koniec moralnej dominacji Kościoła w Polsce. PiS w odpowiedzi stanął mocno w obronie hierarchii. Gdy tygodnie później skupiona wokół PO Koalicja Europejska poniosła klęskę w wyborach do europarlamentu, retoryka antykościelna, która odgórnie w tym obozie nie pojawiała się w zasadzie nigdy, zniknęła i z dołów.

Zwycięski w tych wyborach PiS również nie uciekał od wojny kulturowej. Założenie, że istotną częścią składową sukcesu było atakowanie prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego za podpisanie tzw. karty LGBT, doprowadziło do zaostrzenia kursu wobec mniejszości seksualnych. Tydzień przed październikowymi wyborami parlamentarnymi premierę miał film Inwazja, a kolejnego lata w kampanii prezydenckiej prezydent Andrzej Duda ogłosił się chorążym walki ze szkodliwą ideologią. Co działało w 2019 r., rok później przestało przynosić efekty. Duda wygrał niewielką przewagą, a już kilka miesięcy później PiS zupełnie przeszacował swoje sity kreowania narracji moralnościowej i rękami Trybunału Konstytucyjnego ogłosił zaostrzenie już wyróżniającego się ostrością na tle Europy (w tym Rosji i Węgier) prawa aborcyjnego. Około dziesięciopunktowe tąpnięcie w sondażach nie zostało odrobione nigdy. To powiedziawszy, obecny obóz rządowy unika konfrontacji na tym polu, a jedynymi środowiskami sięgającymi po tę tematykę w kampanii jest Konfederacja i, do niedawna jej członek, Grzegorz Braun. To pokazuje, że w dalszej perspektywie znaczenie importowanych wojen kulturowych dla podziału społeczno-politycznego w Polsce powinno okazać się ceteris paribus niewielkie. Na pozostałe takie próby, jak śledztwo w sprawie propagowania pornografii w warszawskim muzeum sztuki współczesnej, należy spuścić zasłonę milczenia – tak jak czyni to większość wyborców.

Jak wskazuje Sokołowski, kolejny rok upłynął na przygotowaniu podziału, który zdawał się satysfakcjonować obie strony i obu dawać szansę na zwycięstwo – na unijczyków i suwerenistów[10]. Do przekształcenia się go w pełnoprawne cleavage nie dopuścił jednak Władimir Putin. Unijczyków inwazja na Ukrainę uświadomiła, że poleganie w pełni na Zachodzie i dostosowywanie się do głównego nurtu nie stanowi dla Polski optymalnej strategii. Suwerenistów z kolei – że eskalacja konfliktu z Unią Europejską, kiedy bezpośrednio za granicą inni walczą na śmierć i życie, żeby móc do niej przystąpić, nie ma już racji bytu.

Kolejną odsłoną była tegoroczna próba Mateusza Morawieckiego, żeby doprowadzić do podziału na proamerykański i antyniemiecki PiS oraz proniemiecką i antyamerykańską PO. Tutaj jednak ponownie, tak jak w przypadku wojny kulturowej, nie doszło do starcia z uwagi na brak przeciwnika – PO uważnie pilnuje się, żeby stosunki z administracją Donalda Trumpa nie mogły dać opozycji asumptu do ustawienia polaryzacji w taki sposób.

Tego właśnie owocem są spory o rozliczenia czy koncesję: brak zdefiniowanego cleavage zmusza do poszukiwania konfliktów zastępczych angażujących wyłącznie najbardziej fanatycznych zwolenników obu głównych sił. Tymczasem nowo wchodzący na rynek wyborcy nie mieszczą się już w kategorii tego sporu. Według exit poll Ipsosu, wśród wyborców w wieku od 18 do 29 lat, Trzaskowski i Nawrocki mogli liczyć na łącznie 22,7%, a łączne poparcie Sławomira Mentzena i Adriana Zandberga osiągnęło 55,8%[11]. Podobny trend pokazują prawybory zorganizowane w polskich liceach, gdzie Trzaskowski co prawda osiągał wyniki podobne do ogólnopolskich, ale Nawrocki niejednokrotnie przegrywał nawet z Joanną Senyszyn.

Nie pozostaje nic innego, jak przedstawić dwa potencjalne scenariusze rozwoju sytuacji.

Scenariusz pierwszy: Dlaczego w niedalekiej przyszłości dojdzie do przesilenia

Młodzi nie są jedyną grupą społeczną, której dwie obecnie główne partie nie satysfakcjonują. Analogiczne wyzwanie stanowi wspomniana wyżej ludowa klasa średnia. Są to mieszkańcy głównie małych i średnich miast, u których wzrost zamożności w ostatniej dekadzie rozbudził konkretne aspiracje. Niezaspokojenie ich było jednym z istotniejszych czynników, przez które władzę stracił PiS, a obecnie to samo odpowiada za niskie notowania rządu[12]. Pewne uzewnętrznienie tej klasy stanowi pospolite ruszenie w obronie projektu CPK, chociaż ogłoszenie przez rząd kontynuacji projektu prawdopodobnie wygasiło najgorętsze emocje. W kontekście komunikacji z kolei wyjątkowo trafnie sprofilowanym pod tę grupę medium zdaje się Kanał Zero, umiarkowanie krytyczny wobec PiS, mniej wobec Konfederacji, bardziej wobec koalicji rządowej. Być może w pewnym stopniu to ta grupa odpowiada za spadek Trzeciej Drogi i wzrost Konfederacji właśnie, chociaż odsetek wyborców tej pierwszej z 2023 r., którzy 18 maja br. poparli Mentzena i Brauna, jest dość niski (13,6% według exit poll OGB[13]).

Miejska klasa średnia z kolei należy dziś nadal do elektoratu PO, ale, jak wskazuje w swojej analizie Łukasz Pawłowski, nie jest to sytuacja dana na stałe. Analiza szefa Ogólnopolskiej Grupy Badawczej ma charakter bardziej publicystyczno-prognostyczny niż retrospekcyjno-eksplanacyjny, niemniej warto poświęcić jej dwa zdania. Mianowicie, jak Demokraci w USA brali za pewnik poparcie wśród Latynosów, a ci w 40% zagłosowali na Trumpa, tak miejska klasa średnia może czuć się sfrustrowana dogonieniem przez tę ludową i brakiem perspektyw na poprawę. Przypomina to po części scenariusz sprzed dwudziestu lat, gdy młodzi i wykształceni odnaleźli w PO swoją reprezentację – nie bezpodstawnie zresztą, ministrowie w znacznej większości nie skończyli wówczas 50, a wiceministrowie 40 lat, i zapewnili jej status jednej z dwóch głównych polskich partii. Teraz z kolei mogą wbić jej nóż w plecy.

Następnie rozważyć trzeba to, co nazwać można przywództwem charyzmatycznym. Mija dwadzieścia lat, od kiedy karty na polskiej scenie politycznej rozdają premier Tusk i Jarosław Kaczyński. Pierwszy próbował przeprowadzić sukcesję, która zakończyła się balansem na krawędzi katastrofy i dwukrotnym spadkiem poniżej drugiego miejsca w sondażach. Drugi w ogóle nie próbował – i wydaje się, że miał ku temu oczywiste powody. Biologia jest nieubłagana, władzę do końca dekady przekazać trzeba, tymczasem PiS cierpi na nadmiar delfinów, a PO na ich deficyt.

O ile w podziale postkomunistycznym kluczową postacią był Adam Michnik, to obecnie na miano głównego demiurga zasługuje prezes PiS. Po hekatombie SLD i przeformułowaniu najistotniejszej emocji Michnik pozostał jedynie jednym z wielu redaktorów naczelnych. Zasadnym wydaje się w efekcie pytanie – jeśli upadek ówczesnego głównego podziału na scenie partyjnej pociągnął za sobą pierwszego architekta, to czy obecny może istnieć bez Kaczyńskiego.

To przekonanie wzmacnia fakt, że coraz wyraźniejsze stają się pytania o rozumienie tożsamości wspólnotowej. Oferta PiS jest tyleż wyrazista, co polaryzująca, oparta o tzw. mit romantyczny i dumę z konkretnych wydarzeń – złośliwi powiedzieliby, że niepowodzeń – polskiej historii. Oferta PO ogranicza się wyłącznie do stania w kontrze. Jak zauważył Jakub Dymek, coraz wyraźniejszą cechą Tuska jest regularne ogłaszanie wielkich narracji: „trójskok w nowoczesność”, „rok przełomu”, „spełnienie marzeń Chrobrego” oraz ostatnio „nowa doktryna piastowska”, za którymi nie idą działania[14]. Z tego powodu narzuca się wniosek, że wpływ osobistego magnetyzmu Kaczyńskiego na antagonizowanie polskiej sceny politycznej pozostaje niedoceniony. Znamienna jest anegdota Roberta Krasowskiego, o tym, jak w 1989 r. Bronisław Geremek, mimo prywatnej antypatii do Tadeusza Mazowieckiego, zawiązał z nim sojusz (co miało doprowadzić do upadku pozycji ich obu), ponieważ alternatywą był sojusz z Kaczyńskim[15]. Nie da się inaczej wytłumaczyć, jak podatna na zmiany jest tożsamość PO i jej elektoratu, tego, jak niewiele wymaga on od swojej partii i ile ideowych zwrotów przez rufę jest zdolny jej wybaczyć.

Gdyby miało dojść do zmiany przywództwa w PiS, następcy prezesa przyjmą prawdopodobnie tłumaczoną na polski retorykę amerykańskiego altrightu. PO z kolei będzie musiała holistycznie wymyślić się na nowo. Nierozstrzygniętym na dziś pozostaje, czy jest do tego zdolna – i to niezależnie od tego, pod czyim będzie akurat przywództwem.

Ostatnim argumentem za tym scenariuszem jest tzw. efekt Tocqueville’a. Znaczy on tyle, że rewolucje (należy wziąć poprawkę na współczesne realia, dlatego prędzej „wyrazy niezadowolenia społecznego”) wybuchają nie w czasie kryzysów, ale podczas zbyt powolnego wychodzenia z nich. To dlatego narodziny globalnego alt-rightu przypadają na lata 2015-2016, podczas gdy kryzys rozpoczął się w 2008 r. Właśnie taki czas przeżywamy tymczasem w Polsce, a zmiana rządu w 2023 r. oznacza, że współodpowiedzialność za tenże spada na PiS i obecną koalicję. Tym właśnie należy tłumaczyć tegoroczne wzrosty sondażowe Konfederacji i Razem, jedynych partii gotowych skapitalizować tę emocję, oraz czwarte miejsce Grzegorza Brauna w pierwszej turze wyborów prezydenckich.

Scenariusz drugi: Dlaczego jednak do przesilenia nie dojdzie

Wspomniani na początku Lipset i Rokkan, obok centralnej dla tego tekstu koncepcji, opracowali również tzw. hipotezę zamrożenia (freezing hypothesis). Znaczy to tyle, że współczesne podziały partyjne w zachodnich demokracjach stanowią odzwierciedlenie cleavages z lat 20. XX w. Nie można wykluczyć, że jeżeli polska polityka funkcjonuje już od sześciu lat w permanentnym poszukiwaniu nowego podziału społeczno-politycznego, a system partyjny pozostaje z grubsza ten sam, to być może mamy do czynienia z jakąś wariacją na ten temat w polskim wydaniu.

Dodatkowo, niż demograficzny jest nieubłaganym faktem. Odsetek Polaków w wieku poprodukcyjnym wynosi obecnie około 24%[16], a w tej grupie PO i PiS są bezkonkurencyjne[17]. Odwracający się od głównych partii młodzi (w przedziale 18-29) stanowią ledwo połowę tegoż[18], a i frekwencja w tej grupie z zasady jest niższa. W efekcie konieczne byłoby albo spolaryzowanie społeczeństwa przeciwko seniorom, albo przekonanie ich do siebie w znacznej części. Oba scenariusze są na dziś mało prawdopodobne.

Konfederacja jest partią popularną w sieci, promowaną przez algorytmy z uwagi na swoją wyrazistość, ale z tego samego powodu polaryzującą i przez to szerzej antypatyczną. Emocje indywidualistyczne, coraz popularniejsze w obu klasach średnich w obliczu powolnego wychodzenia z kryzysu, mogą ją promować. Jednakże, wojująca religijność spod znaku Konfederacji Gietrzwałdzkiej stanowi znaczące ograniczenie. Widać to po sondażach zaufania CBOS i IBRiS, gdzie Sławomir Mentzen i Krzysztof Bosak (w CBOS nienotowany) znajdują się w czołówce pod względem nieufności[19]. Niewykluczone są kolejne wzrosty, w niedalekiej perspektywie może i do 20%[20], niemniej stanie się partią masową, co pozwoliłoby myśleć o staniu się siłą dominującą w rządzie to ceteris paribus political fiction.

Jeśli już o political fiction – potencjalnie bardziej atrakcyjna mogłaby okazać się partia przejmująca zyskujący na popularności lewicowy język protestu i przyjaźnie patrząca w kierunku centrum. Należy pamiętać, że wyborcy PO potrafili już – w 2016 i 2021 r. – porzucać partię, gdy ta znalazła się w głębszym kryzysie. Niemniej, na razie nie widać perspektyw, żeby takie ugrupowanie miało się pojawić.

Na koniec należy jeszcze zaakcentować, że spirala polaryzacji nie jest wbrew pozorom rozkręcona do maksimum. W październiku zeszłego roku Kaczyński udzielił wywiadu tygodnikowi Sieci, gdzie zapowiedział koniec III RP, państwa ułomnego, ale przynajmniej udającego praworządność[21], w związku z czym po powrocie do władzy potrzebny jest nowy akt zasadniczy, być może zastępczy, uchwalony w oczekiwaniu na większość dwóch trzecich[22]. Prezes PiS zaproponował dodatkowo powołanie Rady Stanu, która chroniłaby inne instytucje, a w której zasiadaliby ci, którzy dają pełną gwarancję, że będą bronili praworządności[23]. Łatwo przejść nad takimi deklaracjami do porządku dziennego, zważywszy na wszechobecną w polskiej polityce, celnie nazwaną przez Macieja Strzembosza kulturę przesady[24]. Jednakże, w konkretnym przypadku prezesa PiS zachować należy szczególną ostrożność. W latach 2015-17 nie brakowało zaskoczonych ofensywnym podejściem PiS do dotychczasowych instytucji, podczas gdy wszystkie te kroki zostały opisane w autorskiej książce Kaczyńskiego Polska naszych marzeń z 2011 r[25]. To powiedziawszy, szanse tej partii na kolejną samodzielną większość są małe, a kwestia, do jakiego stopnia będąca jedynym potencjalnym koalicjantem Konfederacja mitygowałaby te zapędy, pozostaje otwarta.

Wnioski

Panująca obecnie epoka atmosfery permanentnej tymczasowości oraz równie szybko rozbłyskających, co gasnących konfliktów ma warunki, żeby się utrzymać. Z drugiej strony, ponowne przejęcie władzy przez PiS i zrealizowanie zapowiedzi o akcie zastępczym może doprowadzić do chaosu. Taki może okazać się wystarczającym jednocześnie do konsolidacji obu bloków w skali dotychczas niespotykanej, ale i dezintegracji jednego, a może i obu obozów. W innym przypadku przetasowanie na scenie partyjnej może wydarzyć się tylko w wyniku kryzysu sukcesyjnego w jednej z głównych partii, które jednak mogą okazać się nieuniknione.

[1] Dziecięca rymowanka, autor nieznany.

[2] M. Grabowska, Podział postkomunistyczny, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2004, s. 17.

[3] J. Sokołowski, Transnaród, Ośrodek Myśli Politycznej, Kraków 2023, s. 141.

[4] W. Łukowski/I. Sadowski, Kilka uwag teoretycznych, w: Studia politologiczne. Podział społeczno-polityczny w Polsce, Warszawa 2013, s. 13.

[5] R. Matyja, Rywalizacja polityczna w Polsce, Ośrodek Myśli Politycznej, Kraków 2013, s. 21.

[6] M. Grabowska, op. cit., s. 34.

[7] Tamże, s. 140.

[8] Por. L. Dorn, Rozrachunki i wyzwania, Prószyński i S-ka, Warszawa 2009, s. 154.

[9] A. Bejma, Od afery Rywina do katastrofy smoleńskiej. Nowe (utrwalone) podziały społeczno-polityczne w Polsce, w: Studia politologiczne. Podział (…), s. 128.

[10] J. Sokołowski, op. cit., s. 550.

[11] Exit poll, Ipsos, 18.05.2025.

[12] P. Trudnowski, Partia CPK, nowy BBWR i osieroceni polityczni swingersi. Kto wybierze prezydenta w 2025 roku?,https://klubjagiellonski.pl/2024/07/06/partia-cpk-nowy-bbwr-i-osieroceni-polityczni-swingersi-kto-wybierze-prezydenta-w-2025-roku/, (dostęp 26.04.2025).

[13] Exit poll, OGB, 18.05.2025.

[14] Podcast Dwie lewe ręce, odcinek z 30.04.2025.

[15] R. Krasowski, Po południu, s. 127 n.

[16] Znów najmniej urodzeń od II wojny światowej. Ubywa Polaków w wieku produkcyjnym, Rzeczpospolita, https://www.rp.pl/dane-gospodarcze/art41747491-znow-najmniej-urodzen-od-ii-wojny-swiatowej-ubywa-polakow-w-wieku-produkcyjnym, 30.01.2025 (dostęp 27.04.2025).

[17] Łączny wynik Nawrockiego i Trzaskowskiego wśród wyborców starszych niż 60 lat to 87,4% (exit poll Ipsos).

[18] Jak zmieniła się struktura wiekowa ludności w Polsce, ciekaweliczby.pl, 17.03.2025, https://ciekaweliczby.pl/tag/ile-jest-w-polsce-osob-w-grupie-18-29/ (dostęp 27.04.2025).

[19] Sondaż zaufania IBRiS dla Onetu. Rafał Trzaskowski dotyka „magicznej bariery”, Onet, 26.04.2025, https://wiadomosci.onet.pl/kraj/sondaz-zaufania-rafal-trzaskowski-dotyka-magicznej-bariery/wwqqqdg, (dostęp 27.04.2025); Najnowszy ranking zaufania do polityków. Sondaż, PAP, 25.04.2025, https://www.pap.pl/aktualnosci/najnowszy-ranking-zaufania-do-politykow-sondaz, (dostęp 27.04.2025).

[20] S. Sierakowski/P. Sadura, Ukryty kryzys władzy, https://krytykapolityczna.pl/kraj/ukryty-kryzys-wladzy-nowy-raport-sierakowskiego-i-sadury/ (dostęp 26.04.2025).

[21] WYWIAD: Jarosław Kaczyński : iii RP właśnie upadła. W Polsce stworzono system pełen sprzeczności, wpolityce.pl, 06.10.2024, https://wpolityce.pl/tygodniksieci/708697-wywiad-jaroslaw-kaczynski-iii-rp-wlasnie-upadla (dostęp 27.04.2025).

[22] Tamże.

[23] Tamże.

[24] Por. Antoni Dudek: Wybory nie będą uczciwe, Tygodnik Powszechny, 02.09.2023, https://www.tygodnikpowszechny.pl/antoni-dudek-wybory-nie-beda-uczciwe-184489 (dostęp 27.04.2025)

[25] J. Sokołowski, op. cit., s. 561.