Ogniste słońce nad cedrowym lasem

Artykuł ukazał się w 19. numerze kwartalnika „Młodzi o Polityce”

Rok 2025 jest dla Libanu czasem intensywnego wysiłku wewnętrznego i zewnętrznego. Zmiana na stanowisku prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki z Joe Bidena na Donalda Trumpa wiąże się ze zdecydowanym zwrotem w priorytetach amerykańskiej polityki zagranicznej, m.in. ze wzmocnieniem najbardziej aktywnego sąsiada Libanu – Izraela. Natomiast z drugiej strony jest Syria, w której dopiero co obalono, w wyniku 13-letniej wojny domowej, dyktatora Baszara Al-Asada, umożliwiając tym samym przejęcie władzy przez złagodzonych islamistów[1]. W takich oto warunkach na głowę państwa libańskiego jednoizbowy parlament – Zgromadzenie Narodowe – obrał generała Josepha Khalila Aouna. Jego rola jako symbolu jedności narodu w przeprowadzeniu Libanu suchą stopą przez zagraniczną pożogę i wyprowadzeniu kraju z kryzysu społeczno-gospodarczego, będzie znacząca. Jednocześnie zakres jego władzy jest ograniczony niezwykle rzadko spotykanym, wręcz archaicznym rozwiązaniem ustrojowym.

Przekleństwo lewanckiego gaju

Truizmem jest stwierdzić, że Liban ma niezwykłą historię[2]. Należy jednak o tym przypomnieć. To kraj-konglomerat wielu religii, reprezentowanych przez różne denominacje. Zarówno chrześcijaństwo, jak i islam są tu bardzo zróżnicowane. Władze państwowe oficjalnie uznają osiemnaście związków wyznaniowych: sześć Kościołów katolickich będących w komunii z biskupem Rzymu (łaciński, chaldejski, maronicki, syryjski, melkicki i ormiański), trzy kościoły prawosławne (grecki, syryjski, koptyjski), dwa kościoły wschodnie (Asyryjczyków i Ormian), protestantów jako zbiorczą całość, muzułmanów w czterech odmianach (sunnickiej, szyickiej, ismailickiej, alawickiej), poza tym jeszcze judaistów, druzytów[3]. Tak sfragmentaryzowane społeczeństwo domagało się zapewnienia właściwych zasad politycznej reprezentacji. Choć mniejsze grupy mogłyby zawierać doraźne koalicje, to zawsze istniałaby pokusa wyniszczenia słabszych partnerów. Jeśli nie pod kątem demograficznym to chociażby elektoralnym. Aby zapobiec ciągłej niestabilności władz centralnych, zdecydowano się u zarania państwowości libańskiej (1943) na wprowadzenie systemu konfesjonalnego.
         System ten, znany z poprzednich epok, polega na przyporządkowaniu odpowiednim grupom wyznaniowym określonej reprezentacji w ciele przedstawicielskim. Prawodawcy libańscy zdecydowali się na daleko idące zaimplementowanie tej formy ustroju. Zgromadzenie Narodowe ma 128 miejsc. Wszystkie podlegają wyborowi z klucza wyznaniowego. Czynnikiem określającym możliwość zdobycia mandatu w danym okręgu jest wyznanie kandydata. To znaczy, że w danym obszarze wyborczym do Zgromadzenia Narodowego z listy wyznaniowej będzie mógł się dostać jedynie wyznawca konkretnej religii. Wobec tego, jak wygląda tak uwarunkowana mapa Libanu? Chrześcijanie są głównie skupieni we wschodnich kwartałach stołecznego Bejrutu i nadmorskich centralnych oraz północnych regionach kraju. Druzyci zwarcie zamieszkują regiony na południe od stolicy i na północ od najwyższej góry Libanu – Hermonu. Szyici dominują w Baalbeku na wschodzie i Tyrze na południu. Sunnici, drudzy pod względem liczebności, stanowią zasadniczą większość w zachodniej części Bejrutu, w Trypolisie, Sydonie, w dolinie rzeki Litani oraz na północy. Ludność kraju nie ma więc jednolitej struktury, a mniejszości są rozproszone[4]

 

Podział z klucza wyznaniowego wygląda następująco:

Mandaty wyznaniowe – 128 miejsc

Maroniccy katolicy

34 mandaty

Greccy prawosławni

14 mandatów

Melkiccy katolicy

8 mandatów

Ormiańscy prawosławni

5 mandatów

Ormiańscy katolicy

1 mandat

Protestanci

1 mandat

Inne mniejszości chrześcijańskie

1 mandat

Sunnici

27 mandatów

Szyici

27 mandatów

Alawici

2 mandaty

Druzyci

8 mandatów

 

Jak więc widzimy, choć chrześcijanie mają przewagę, to samodzielnie mają równo połowę wszystkich miejsc w parlamencie. Arytmetyka nie kłamie – koalicje są oczywistością. Parlamentarzysta lub parlamentarzystka, choć wybrany/a z rozdzielnika religijnego nie jest zobowiązany/a przynależeć do ugrupowania politycznego, którego desygnatem jest afiliacja konfesyjna. Występują partie takie jak Hezbollah, które nie przewidują członkostwa osób o innym wyznaniu niż szyickie. Jednocześnie do zwolenników współpracy ponadwyznaniowej należą sekularyści z Progresywnych Socjalistów czy Ruchu Społeczeństwa Obywatelskiego. Obecne są też siły polityczne o szerszym niż jeden związek wyznaniowy profilu, ale zawężające się do jednej religii – chrześcijańskiej. Tutaj przykładem może być Wolny Ruch Patriotyczny, do którego przynależą przedstawiciele maroniccy, grekoprawosławni, grekokatoliccy i protestanccy. Konieczność układania się na kilku płaszczyznach: wyznaniowej, ideologicznej i politycznej powoduje, że w jednoizbowym parlamencie na 128 miejsc przypada aż 19 ugrupowań[5]. Niemożnością byłoby w tak sfragmentaryzowanym ciele wyłonić poprzez głosowanie ugodowych kandydatów na najważniejsze urzędy w Libanie. A jednak przez większość czasu nie było z tym problemu. Dlaczego? Remedium na nieuniknione w takim mechanizmie ustrojowym rozdrobnienie polityczne jest automatyczne przydzielanie najważniejszych stanowisk w państwie trzem największym wyznaniom. Stanowisko prezydenta państwa każdorazowo obejmuje maronita. Premierem zawsze zostaje sunnita, zaś przewodniczący Zgromadzenia to obowiązkowo szyita. Podział ten wynika z zasad niepisanego Paktu Narodowego z 1943 roku[6]. Co ciekawe układ ten zawierał wówczas dodatkowe ustalenia:

wicepremier i wiceprzewodniczący Zgromadzenia Narodowego muszą być wyznania grekoprawosławnego;

szef sztabu generalnego armii libańskiej ma być druzytą;

chrześcijanie nie będą wzywać na pomoc państw zachodnich w rozwiązywaniu konfliktów wewnętrznych i zaakceptują arabski charakter państwa;

muzułmanie wyrzekają się ambicji panarabskich i zjednoczeniowych z Syrią[7].

Zbiór tych zasad daje bardzo jasne reguły gry politycznej w Libanie. Nastawienie lojalistyczne wobec instytucji obligowało do szukania rozwiązań sporów w kraju, a nie za granicą, co pozostaje ważną wartością. Jednocześnie zapoczątkowało to pewnego rodzaju decyzyjny klincz, który przez lata był wykorzystywany przez główne libańskie ugrupowanie szyickie – Hezbollah. To jemu można zawdzięczać pogłębienie chaosu politycznego w ostatnich latach.

Państwo w państwie

Historia organizacji paramilitarnych i sojuszy wojskowych w Libanie jest długa. Gdy politycy nie byli zdolni do znajdowania porozumień na poziomie parlamentarnym, przynosiło to przykry efekt w postaci narastania przemocy na ulicach. Państwo, pomimo specjalnie zaprojektowanego ustroju mającego domyślnie likwidować napięcia społeczne, nie uchroniło się od klątwy walk wewnętrznych. Czas wojny domowej z lat 1975-1990 był destrukcyjny dla stabilności i gospodarki narodowej, co odebrało możliwość jakiejkolwiek prosperity, którą kraj cieszył się dzięki inwestycjom zagranicznym, głównie francuskim i amerykańskim. Jednocześnie sąsiedztwo Izraela działało niczym płachta na byka na finansowanych przez teokratyczny Iran szyickich ugrupowań polityczno-militarnych. Bojownicy Hezbollahu nie stronili od działań o charakterze terrorystycznym, którego ofiarami padali nie tylko żołnierze izraelscy działający na południu kraju, ale także francuscy, brytyjscy czy amerykańscy. Zwłaszcza ci ostatni, jako wyjątkowi sojusznicy Izraela, musieli się mieć na baczności. Sztandarowym przykładem możliwości przemocowych działań Hezbollahu stał się atak na amerykańską ambasadę w Bejrucie w kwietniu 1983 roku, w którym zginęło 49 osób. Takie i inne działania doprowadziły do uznania go przez szereg państw zachodnich za organizację terrorystyczną i do napiętnowania go na arenie międzynarodowej. Jednocześnie w zniszczonym kraju sprawczość Hezbollahu wprawiała w zachwyt część społeczeństwa szyickiego.

Szkopuł w tym, że jego początki, rozwój i cele są ściśle powiązane z interesami Islamskiej Republiki Iranu. W rzeczywistości to właśnie Irańczycy są odpowiedzialni za założenie tej organizacji i jej finansowanie. Wykorzystując popularność wśród części Libańczyków, nastawionych wrogo do agresywnego Izraela i jego stronników na Zachodzie, Irańczycy (za pomocą działań swojego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej) stworzyli silną bazę dla swoich działań u brzegów Morza Śródziemnego. Jednocześnie Hezbollahowi polecono działać na rzecz przecinania więzów Bejrutu z europejskimi partnerami. Od drugiej połowy lat 80. XX wieku partia ta głosiła otwarcie hasła na rzecz wyrzucenia wojskowych Francji, Wielkiej Brytanii[8] i USA, obalenia obecnego ustroju i zaprowadzenia kopii modelu irańskiego, przecięcia powiązań ze światem euroatlantyckim, pokonania wojsk izraelskich oraz zniszczenia samego Izraela. Agenda ta, której realizacja stanowiłaby poważne niebezpieczeństwo dla stabilności Libanu, nie przestraszyła części sił politycznych, które zdecydowały się współpracować z Hezbollahem w celu osiągnięcia własnych wymiernych korzyści. Okres powojenny cechował się budowaniem dwóch bloków politycznych. Formalizacją kooperacji sił nieodżegnujących się od współpracy z Hezbollahem stał się powołany w 2005 roku tzw. „Sojusz 8 marca”. Porozumienie ma charakter antyizraelski, prosyryjski i proirański. Jest pozytywnie nastawione do postulatów promujących jedność polityczną Arabów. Choć główną siłą pozostawał w nim szyicki Hezbollah, to wspierały go także mniejsze partie chrześcijańskich maronitów i Ormian oraz, co ważne, libańska odnoga syryjskiej proasadowskiej partii Baas. Ich rywalami był z kolei pakt zwany „Sojuszem 14 marca”, później przekształcony w Libańską Opozycję. Konieczność rządów koalicyjnych, potrzebnych zwłaszcza po zakończeniu wojny domowej w 1990 roku, wymuszała dopuszczenie Hezbollahu do współrządów i ofiarowanie im kilku tek ministerialnych. Zdobyte zabezpieczenie polityczne pozwoliło umocnić się temu ugrupowaniu w południowym Libanie, w którym aż do 2006 roku stacjonowały wojska okupacyjne Izraela. Walka partyzancka z Izraelczykami tylko wzmacniała popularność Hezbollahu, który łożył znaczne środki na rozbudowę infrastruktury bojowej na terenach pogranicznych z odwiecznym wrogiem. Dodatkowo obraz troskliwej, zapewniającej żywność, opiekę zdrowotną czy znalezienie pracy organizacji uniemożliwił przekonanie ludności do zgubnego kierunku, jaki Hezbollah sobie wytyczył. Wsparcie zagraniczne, wysoki budżet ugrupowania oraz umiejętnie prowadzony PR połączony z rekrutacją bojowników dał wymierny rezultat. Bardzo szybko okazało się, że bojówki szyickie mają większą siłę zbrojną niż sama armia libańska. Wobec tego niemożliwym było powstrzymanie militaryzacji w państwie poleceniami prezydenta i rządu. Strumień pieniędzy płynący z Teheranu i w mniejszym stopniu z Damaszku powodował tylko większy chaos decyzyjny u władz bejruckich. Hezbollah, posiadając argument siły i wystarczającą mniejszość w Zgromadzeniu i rządzie, skutecznie blokował jakiekolwiek zagrażające jego pozycji reformy polityczne, gospodarcze i społeczne. Tym samym współpraca z Zachodem nie mogła być efektywna. Zapaść gospodarcza związana z niemożnością modernizacji gospodarki i przyjęciem uderzenia kryzysu finansowego z lat 2008-2009 zostały tylko spotęgowane wybuchem wojny domowej w Syrii. Ucieczka półtora miliona straumatyzowanych uchodźców za libańską granicę obciążyła budżet kosztami ich utrzymania, a jednocześnie obniżyła poziom bezpieczeństwa. Skutkowało to również bolesnym zmniejszeniem dochodów fiskusa. Liban, począwszy od początku XXI wieku, zaczęto uznawać za państwo dysfunkcyjne, analogicznie do Rzeczypospolitej Obojga Narodów w połowie XVIII wieku. 

Bejrucki pat

Geopolityczne położenie kraju cedrów jest trudne pod wieloma względami. Państwo posiada granice lądowe z zaledwie dwoma sąsiadami: Izraelem i Syrią. Jednak obydwa kraje są znacznie silniejsze (nawet jeśli w Damaszku trwa teraz okres przejściowy). Co więcej, mają większą populację – Syria około 25 milionów, Izrael 10 milionów – w porównaniu do 5 milionów 300 tysięcy mieszkańców Libanu[9]. Sąsiedzi nie mają także przyjaznego nastawienia do władz bejruckich. Syryjczycy za rządów klanu Assadów przez dziesięciolecia wpływali na politykę libańską za pośrednictwem partii zgrupowanych w Sojuszu 8 Marca, dążąc do wymuszenia na swoim mniejszym adwersarzu prowadzenia polityki prosyryjskiej. Ponadto w trakcie walk wewnętrznych w Libanie, armia syryjska działała w wymiarze operacyjnym na jego terytorium.

Z drugiej strony kwestia stosunków z Izraelem jest znacznie bardziej zawiła. Od czasu walki o niepodległość Izraela, inaczej nazywanej pierwszą wojną izraelsko-arabską (1948-49), oba państwa nie utrzymują oficjalnych stosunków dyplomatycznych. W 1982 roku Tel Awiw interweniował w wojnie domowej po stronie chrześcijańskiej, dążąc do unicestwienia Organizacji Wyzwolenia Palestyny na północ od Galilei, co znalazło swoje odbicie w oficjalnej nazwie tej interwencji (Pokój dla Galilei). Siły Obronne Izraela (IDF) zdołały wtargnąć aż pod sam Bejrut, odcinając miasto i zmuszając do ucieczki samego Jasira Arafata, niekwestionowanego lidera palestyńskiego. Następnie na okres prawie ćwierćwiecza izraelskie wojsko bez zgody władz w Bejrucie stacjonowało w południowym Libanie, pilnując, by tamtejsze muzułmańskie ugrupowania fundamentalistyczne nie zagrażały północnym obszarom Izraela. Gdy w 2006 roku Hezbollah podniósł rękę na okupanta i po ostrzelaniu Galilei zaatakował, a następnie porwał izraelskich żołnierzy, doszło do wybuchu II wojny libańskiej. W jej efekcie doszło do rozmieszczenia sił ONZ na granicy obu państw i ostatecznego wycofania sił izraelskich z kraju. Jednocześnie została zniesiona blokada morska dławiąca rozwój gospodarczy kraju. Pomimo odejścia Izraelczyków z Libanu, wzajemna niechęć jest nieustająco głęboka. Dała ona swój wyraz w trudnych i długotrwałych negocjacjach wytyczenia granicy morskiej między zainteresowanymi stronami, w celu wzajemnego podziału podmorskich zasobów gazu i ropy naftowej. Bez interwencji Waszyngtonu w roku 2022, nie byłoby to możliwe. Do dziś najważniejszym problemem w obustronnych kontaktach wydaje się być status Hezbollahu, którego słabsza i wewnętrznie podzielona armia libańska nie jest w stanie rozbroić. Ponadto, w sprawy wewnętrzne Libanu przez wiele lat mieszał się skutecznie Iran, wysyłając fundusze i broń wspomnianemu ugrupowaniu. Również dołączyła się do tego Arabia Saudyjska, chcąca zwalczać wpływy swego największego rywala i finansując sunnickie partie. Przy tym wszystkim mamy do czynienia z pewnym zaangażowaniem państw Zachodu, chcących utrzymać swój wpływ na rozgrywkę na Bliskim Wschodzie. Tradycyjnie to Francja jest głównym partnerem inwestycyjnym, finansowym i kulturalnym Libanu, co znajduje potwierdzenie w poparciu dla tej koncepcji współpracy wśród katolików wszystkich obrządków. Amerykanie z kolei są zainteresowani uczynieniem z Libańskich Sił Zbrojnych godnego oponenta dla sił bojówek islamistycznych (głównie Hezbollahu), gdyby miało dojść do powtórzenia krwawej wojny domowej. Ma to swój cel – Stany Zjednoczone chcą wspierać najważniejszego sojusznika na Bliskim Wschodzie, czyli Izrael i zagwarantować mu bezpieczeństwo.

 

Przyspieszenie historii

Siódmy października 2023 roku przeszedł do historii świata, zważywszy na efekt terrorystycznego ataku Hamasu oraz brutalnej i krwawej odpowiedzi rządu Benjamina Netanjahu. Dla Hezbollahu Hamas to konkurencyjny, sunnicki ruch walczący o zniszczenie tego samego wroga. Toteż spodziewany skoordynowany atak libańskich bojówek i broni rakietowej na północ Izraela nie zaistniał w taki sposób, jaki popierający sprawę palestyńską mogli sobie wyobrazić. Dla irańskich patronów wszelkie uderzenie w Izrael jest zawsze dobrym krokiem, ale jednocześnie zdawali oni sobie sprawę, że Hamas przeszkodził w zawarciu porozumienia między Tel Awiwem a Arabią Saudyjską. Udowodnienie zdrady islamu największemu rywalowi mogło dać Teheranowi amunicję propagandową do uderzania w dynastię Saudów. Z tych też powodów Hezbollah podjął działania zaczepne przeciw Izraelowi, nie angażując się jednocześnie stuprocentowo w wysiłek wojenny[10]. Nie bez znaczenia była tu też postawa wyczerpanego społeczeństwa libańskiego, niechętnego do drażnienia Izraela. Ugrupowania chrześcijańskie, druzyjskie i niektórzy muzułmanie otwarcie sprzeciwiają się wciąganiu Libanu w wojnę Hamasu. Na dokładkę, marynarka wojenna Stanów Zjednoczonych przesunęła na wschodnie akweny Morza Śródziemnego odpowiedni komponent sił morskich, na czele z dwoma lotniskowcami, wydatnie demonstrując gotowość do uderzenia w przypadku ataku na Izrael. Wobec takiego obrotu spraw, przywódca Hezbollahu Hasan Nasrallah nie pozwolił na otwarte, pełnoskalowe działania ofensywne przeciw Izraelczykom. Jednakże Tel Awiw uznał ostrzał oraz ogniowe pojedynki graniczne za niebezpieczne dla swoich obywateli i nakazał ewakuację kilkudziesięciu tysięcy mieszkańców Galilei w głąb Izraela. Podobnie uczyniły władze w Bejrucie, obawiając się eskalacji. I słusznie. Rząd Netanjahu zajęty pełnoskalową ofensywą w Gazie, tylko odłożył w czasie właściwą odpowiedź dla Hezbollahu. 

W drugiej połowie 2024 roku, po ustabilizowaniu tempa działań w rejonie gazańskim, a następnie zapewnieniu sobie dominacji, IDF skierował swoje oczy na północ od swych granic. Przystąpiono do zaplanowanych uderzeń rakietowych i lotniczych w bazy Hezbollahu oraz na wybrane punkty na terenie Libanu. Oczywiście wiązało się to z naruszeniem integralności granic sąsiada, a tym samym po raz kolejny zademonstrowano, kto jest w tej rozgrywce stroną silniejszą. Ponadto wzmożono wywiadowcze działania operacyjne wymierzone w liderów i bojowników ugrupowania. Skoncentrowane ataki bombowe Mossadu przeprowadzone w dniach 17 i 18 września za pomocą zhakowanych walkie-talkie i pagerów w ramach operacji Grim Beeper przyniosły swój wizerunkowy skutek. Hezbollah zaczął tracić swoją spoistość.
Wyeliminowanie 20 września szefa sztabu jednostki do zadań specjalnych Ibrahima Aqila otworzyło drogę do likwidacji samego lidera Hezbollahu, Hassana Nasrallaha w ataku lotniczym 27 września 2024 roku. Wobec chaosu, jaki zapanował wobec przetrzebienia kadry dowódczej, szyickie ugrupowanie 26 listopada podpisało zawieszenie broni z izraelskim adwersarzem[11]. Tym samym ich udział w wojnie o Strefę Gazy dobiegł końca. Zatrzymanie walk na południu Libanu miało także inny wymiar. Uzupełnienia zaopatrzenia, które Hezbollah miał nadzieję uzyskać z Iranu, nie mogły nadejść. Szlak syryjski uległ bowiem załamaniu wraz z ofensywą sił opozycyjnych na miasta Hamę, Homs czy wreszcie sam Damaszek. Na ich czele stał z Hajat Tahrir asz-Szam. Sunnickie organizacje zwalczające opcję proirańską obaliły reżim Baszara Al-Asada 8 grudnia 2024 roku. Wobec tego zniknął istotny sojusznik Hezbollahu, gwarantujący utrzymanie lądowych i powietrznych dostaw amunicji oraz broni do Libanu. Sytuacja nowego lidera ugrupowania, Naima Qassema, stała się więc znacznie trudniejsza. Pobita przez Izrael, odcięta od wsparcia z zagranicy partia musi się liczyć także z dodatkową zmianą, która zaszła za oceanem.

 20 stycznia 2025 roku w Białym Domu ponownie zasiadł w fotelu Gabinetu Owalnego Donald J. Trump – zażarty zwolennik Izraela. Każda akcja Hezbollahu wymierzona w interesy Tel Awiwu, zostanie z pewnością skontrowana przez amerykańskie wsparcie militarne, wywiadowcze i dyplomatyczne. W takiej sytuacji Hezbollah jest zmuszony do ograniczenia swojej aktywności w celu „lizania ran”. Niezbędne będzie również wprowadzenie polityki oszczędzania. Z pewnością doprowadzi to do osłabienia jego poparcia wśród ludu libańskiego. Nie będzie on bowiem odnosił sukcesów militarnych nad „imperialistami i syjonistami”, a zmuszony zostanie zredukować wydatki na cele socjalne i społeczne. To jest właśnie wielka szansa, którą Liban paradoksalnie otrzymuje od płonącego Bliskiego Wschodu.

Nowe otwarcie

Początek kadencji dla Josepha Khalila Aouna stanowi więc okno czasowe dla wzmocnienia pozycji Libanu na arenie międzynarodowej. Wraz z osłabieniem największego truciciela stabilności państwa, nastawione na reformy siły parlamentarne pod wodzą nowego premiera, prawnika Nawafa Salama, mogą przejść do zdecydowanych działań. Jego osoba jest znacząca dla świata – w poprzednim roku został wybrany Prezesem Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości. Nie rezygnowałby z tej niezwykle prestiżowej posady dla objęcia urzędu w niestabilnym państwie, gdyby nie wierzył, że zmiany są właśnie w tym momencie możliwe. Program ogłoszony przez Salama przy objęciu posady prezesa Rady Ministrów Libanu w lutym 2025 roku jest bardzo ambitny. Zawiera on reformy systemu bankowego, zaprowadzenie silnego i niezależnego sądownictwa, przeprowadzenie reformy decentralizującej kraj czy realizację rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 1701 z sierpnia 2006 roku w sprawie demilitaryzacji południa Libanu i rozbrojenia Hezbollahu[12]. Gabinet Nawafa Salama uzyskał wotum zaufania 26 lutego. Jest to samo w sobie niezwykłe osiągnięcie. Liban bowiem borykał się z obstrukcją Hezbollahu i jego sojuszników, którzy począwszy od tragedii, jaką była eksplozja saletry amonowej w porcie bejruckim uniemożliwiali sprawne działanie Zgromadzenia Narodowego. Sama eksplozja unicestwiła kwartał stolicy w sierpniu 2020 roku. Nowy premier obiecał wznowić śledztwo w powyższej kwestii.

Liban, mimo silnej pozycji prezydenta, jako symbolu jedności różnorodnego wyznaniowo państwa, jest republiką parlamentarną. Toteż od rządu będzie zależne, jak wykorzystana zostanie nowa szansa. Szansa wywołana zakładanym przez obserwatorów całkowitym triumfem Izraela w rywalizacji z Palestyńczykami i upadkiem rządów Al-Asadów w Syrii. Niewątpliwie osłabienie Hezbollahu ułatwi komunikację z Tel Awiwem, a zakończenie najkrwawszego etapu wojny domowej za wschodnią granicą Libanu doprowadzi do częściowego powrotu syryjskich uchodźców do domu. Jednocześnie zwiększy to bezpieczeństwo i zachęci turystów do ponownego masowego odwiedzania tej niegdysiejszej riwiery wschodniego Morza Śródziemnego. Czas tylko pokaże, czy ta szansa jedna na milion, zostanie należycie wykorzystana.

 

[1] Obecny prezydent Syrii Ahmad asz-Szara, znany lepiej jako Abu Muhammad al-Dżaulani, odszedł od ścisłej polityki rządów fundamentalistycznych.

[2] Chociażby jest to ojczyzna Fenicjan i zaczątków naszego alfabetu.

[3] Muhammad A. Faour. Religion, Demography, and Politics in Lebanon. Middle Eastern Studies. https://www.jstor.org/stable/40262539?searchText=lebanon+politics&searchUri=%2Faction%2FdoBasicSearch%3FQuery%3Dlebanon%2Bpolitics%26so%3Drel&ab_segments=0%2Fbasic_search_gsv2%2Fcontrol&refreqid=fastly-default%3Ae26c4e4ae38a49c5e1a15a8394326845, [data dostępu: 02.03.2025].

[4] Ibidem.

[5] Pewną część stanowią te które liczą tylko po jednym parlamentarzyście.

[6] K. A. Faruki. The National Covenant of Lebanon: Its Genesis. https://www.jstor.org/stable/41403854, [data dostępu 1.03.2025].

[7] Dzisiaj choć postulaty panarabizmu nie stanowią mainstreamu ideowego wśród arabskich przywódców, to były bardzo żywe do końca lat 70. XX wieku (przykłady: Zjednoczona Republika Arabska (1958-61), Federacja Republik Arabskich (1972-77) czy Arabska Republika Islamska (1974).

[8] Brytyjczycy choć nie kontrolowali po pierwszej wojnie światowej Libanu, to zgodnie byli utożsamiani przez Arabów jako jedno z mocarstw kolonialnych.

[9] The World Factbook, https://www.cia.gov/the-world-factbook/countries/lebanon/, [data dostępu: 02.03.2025].

[10]M. Matusiak. Izrael–Hezbollah: stan i perspektywy konfliktu. https://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/analizy/2024-03-07/izrael-hezbollah-stan-i-perspektywy-konfliktu, [data dostępu: 28.02.2025].

[11] Weszło w życie zawieszenie broni między Izraelem a Hezbollahem, https://tvn24.pl/swiat/izrael-liban-hezbollah-zawieszenie-broni-st8197244, [data dostępu: 28.02.2025].

[12]Resolution 1701 (2006), https://docs.un.org/en/S/RES/1701(2006), [data dostępu: 28.02.2025].